Wygraj albo giń!

29 września 1929 roku, w Kansas City, po niedzielnej, porannej partii golfa, dwaj sąsiedzi - 36-letni, dobrze zarabiający sprzedawca perfum, John Bennet i Charles Hoffman siedli po lunchu wraz z żonami do małżeńskiego fiksa.

Jak potem wspominała pani Hoffman - „wzajemne krytykanctwo Bennettów rosło z każdym rozdaniem”. W pewnym momencie na stole pojawiło się następujące rozdanie:

 

Myrtle Bennett

 

 

♠ A1063

 

 

♥ 1085

 

 

♦ 4

 

Charles Hoffman

♣ A9842

pani Hoffman

♠ D72

N

♠ 4

♥ AW3

W             E

♥ D94

♦ AD1092

♦ KW763

♣ W6

S

♣ D753

 

John Bennett

 

 

♠ KW985

 

 

♥ K762

 

 

♦ 85

 

 

♣ K10

 

 

John Bennett otworzył z ręką S 1♠, Hoffman wszedł 2♦, a pani Bennett zalicytowała 4♠, które zakończyło licytację.

W wyszedł asem karo, a po obejrzeniu dziadka kontynuował waletem trefl. Rozgrywający wziął w ręce na króla, po czym zagrał waleta atu. Gdy N dołożył blotkę, pobił w stole asem i odwrócił dziesiątką pik. E nie dołożył do koloru. Bennett wziął na króla, przebił w stole karo, po czym zagrał asa i dziewiątkę trefl - dama, piątka atu, nadbita damą atu. W zagrał teraz asa i blotkę kier. Bennett wziął na króla i nie miał dojścia do wyrobionych trefli… Bez jednej.

Pani Bennett wpadła w furię i zaczęła wymyślać mężowi, w niewyszukany sposób komentując jego licytację i rozgrywkę. Bennett przechylił się nad stołem, szarpnął żonę za ramię i spoliczkował ją, po czym wstał i krzyknął: „Idę spać do hotelu, a jutro się wyprowadzam”. Pani Bennett powiedziała mieszkającym w tym samym budynku Hoffmanom: „Lepiej idźcie już do siebie”. Awantura trwała dalej.

W pewnym momencie pani Bennett wbiegła do sypialni, wyciągnęła z szuflady trzymany tam pistolet, wróciła do salonu, gdzie mąż żegnał się z Hoffmanami z odbezpieczoną bronią w ręce. Jej mąż schował się w łazience. Niewiele mu to pomogło. Pani Bennett oddała dwa strzały przez drzwi. Zraniony Bennett wyszedł z łazienki ze słowami „Dopadła mnie”. Żona strzeliła jeszcze dwa razy i nieprzytomny Bennett upadł na podłogę. Gdy na miejsce dotarła policja, już nie żył.

Pani Bennett została oskarżona o morderstwo pierwszego stopnia. Wzięła doskonałego prawnika, który doprowadził do jej uniewinnienia, w znacznym stopniu zaciemniając sprawę ławie przysięgłych przez akcentowanie niuansów brydżowych tego dramatycznego rozdania.  

Culbertson, największy autorytet brydżowy tamtych czasów, w artykule napisanym na bieżąco w „The Bridge World” skomentował to wydarzenie następująco: „Pan Bennett mocno przesadził z otwarciem, ale dzięki dobrym rozkładom mógł uratować życie, wygrywając kontrakt. Poprawna rozgrywka, po wzięciu na króla trefl, to ściągnięcie króla atu i zagranie w trefla. Po dołożeniu przez W, pobicie asem w stole i zagranie dziewiątki trefl, i po dołożeniu blotki przez E, zrzucenie kiera…”

Pani Bennett, po uniewinnieniu jej przez sąd i zainkasowaniu sutej polisy na życie, jaką miał zastrzelony mąż, początkowo miała trudności ze znalezieniem partnerów do gry, ale po jakimś czasie wróciła do brydża. W Kansas City krążyła anegdota, że jeden z jej partnerów, po wyraźnym przelicytowaniu karty, wykładając dziadka, skomentował: „Pewnie mnie za to zastrzelisz…", ale reakcją był jedynie śmiech. Podobno nawet nie nerwowy.

Marek Wójcicki