O wyższości świąt Bożego Narodzenia nad świętami Wielkiej Nocy..., czyli brydż a szachy

 

Rozmowa z Tomaszem Sielickim.

 

Różnice pomiędzy szachami i brydżem wydają się być oczywiste. Jakie zdolności, talenty są niezbędne dla osiągania sukcesów w każdej z tych gier? Jakie są specyficzne dla brydża?

W szachach żeby osiągać sukcesy na wysokim poziomie trzeba mieć przede wszystkim „talent” do pracy. Ogrom teorii i dostępność dla każdego baz danych ze wszystkimi partiami turniejowymi rozegranymi przez Ciebie, powoduje, że nie sposób osiągać sukcesy bez kilku godzin pracy domowej przed każdą partią. W brydżu naturalny talent i doświadczenie mają dużo większe znaczenie. Tzw. „obecność przy stoliku”, wyobraźnia, wnioskowanie negatywne (czyli dlaczego przeciwnik czegoś nie powiedział lub nie zagrał), są co najmniej równie ważne jak dobry system licytacyjny, znajomość prawdopodobieństw i wreszcie dobry partner. Według mnie jest to niewątpliwa przewaga brydża nad szachami dla amatora takiego jak ja: jest więcej przyjemności, a mniej pracy. No i dzięki łutowi szczęścia można w krótkim meczu wygrać z mistrzem świata, co w szachach jest nie do pomyślenia nawet w jednej partii. Ale muszę też przyznać, że zwycięstwo w szachach ma słodszy smak. Zwyciężasz czystym intelektem, bez domieszki prawdopodobieństwa i szczęścia.

Tomasz Sielicki

Jak oceniłbyś przydatność brydża i szachów w rozwijaniu kompetencji zawodowych, np. stereotypowo - szachy to bardziej gra dla „inżynierów”, a brydż dla „handlowców”?

Obie gry uczą analizy, wyciągania wniosków, podnoszenia się po porażkach, więc są niezwykle ważne i pożyteczne dla młodzieży w procesie nauki i przygotowania do dorosłego życia. Zwracam uwagę: nie tylko pracy, czy zawodu, ale życia we wszystkich jego aspektach. Oczywiście znamy też przypadki, że szachy czy brydż stają się niemal obsesją, wszystko poza nimi przestaje się liczyć i nie służą one rozwojowi zawodowemu. Jeżeli w takim przypadku nie udało się wejść do czołówki światowej, to może to być też droga do nieszczęścia. Analogia podana wyżej jest mi bliska. Rzeczywiście w pracy handlowca, jak w brydżu, stosuje się psychologię w o wiele większym stopniu niż w szachach, a chyba jest ona zupełnie nie potrzebna w pracy inżyniera.

Jak różnice pomiędzy szachami i brydżem mają się do popularności dyscyplin? Ja na przykład w czasach licealnych, gdy już grałem z rok w brydża sportowego, przebiłem się przez parę książek szachowych, byłem na paru treningach sekcji szachowej i odniosłem wrażenie, że w porównaniu z brydżem są po prostu nudne. Nic się w nich nie dzieje… Jakie cechy brydża można by podkreślać, aby wykazać jego atrakcyjność?

Nie mogę zgodzić się z opinią, że szachy są nudne, ale rzeczywiście brydż domowy jest bardziej towarzyski, czy wręcz imprezowy. To jest ważne dla popularności gry. Myślę, że brydż jest też łatwiejszy i szybszy przy dochodzeniu do dobrego poziomu. Nie do przecenienia jest także to, że nie ma potrzeby przed grą poświęcać tyle czasu na teorię i przygotowania jak w szachach. No i w brydżu można wygrać w pojedynczych rozdaniach z każdym.

Grywasz regularnie w krajowych i międzynarodowych imprezach brydżowych i szachowych. Jakie są szanse na sukcesy dla osoby, która dość późno zaczyna grać zawodniczo w jedną i w drugą grę, koło „czterdziestki”? Jak można porównać rozmiar pracy, jaką trzeba włożyć, aby móc osiągać znaczące wyniki, bądź dające przynajmniej satysfakcję osobistą? Czy „buławę w plecaku” nosi więcej brydżystów, czy szachistów?

Satysfakcję osobistą można mieć zawsze, bo w końcu gra się z przeciwnikami na różnym poziomie. Ale szachy nawet na poziomie 10.000 miejsca na świecie wymagają włożenia niewiarygodnie dużej pracy w teorię. Jestem w tej chwili na około 40.000 miejscu na świecie pod względem rankingu; jeżeli bym pracował dużo więcej, może doszedłbym do 10.000, choć w moim wieku to coraz trudniejsze. W brydżu tej pracy wystarczy dużo mniej, no i jak już mówiłem, można wygrać z każdym, a to działa jak magnes. Ze względu na duży ładunek pamięciowy oraz konieczność głębokiego liczenia, siła gry w szachy zaczyna spadać po „czterdziestce”, podczas gdy w brydża dopiero wtedy nabywa się doświadczenia, no i jest też znacznie mniej liczenia. Zatem w brydżu zdecydowanie łatwiej osiągać znaczące sukcesy w dojrzałym wieku, choć satysfakcję można mieć wielką w obu grach. Do wyjątków należą szachiści grający z siłą arcymistrza powyżej 60 roku życia, a w brydżu to często najlepszy wiek.

Marzy mi się w Polsce „gorączka brydża” taka, jak w Ameryce w latach 20-tych i 30-tych, gdy na wykłady znanych graczy, organizowane w salach teatralnych na Broadway’u, pomimo słonych cen (100-150 ówczesnych dolarów) przychodziło po kilkuset słuchaczy, relacje radiowe z meczów takich jak Culbertson - Lenz przyciągały do głośników nie mniej słuchaczy niż np. radiowa inscenizacja „Wojny światów” Wellsa, a książki brydżowe sprzedawały się w nakładach sięgających, jak „Blue Book” Culbertsona, milionów sztuk. Masz spore doświadczenie menadżerskie. Jak myślisz, jaki byłby potrzebny budżet oraz ile czasu, aby taką modę na brydża wykreować obecnie w Polsce? Czy są szanse na zdobycie takich środków?

W dobie Internetu oraz wszechobecnej łatwej i taniej rozrywki, trudno przyciągnąć takie tłumy jak w początkach radio. Każdy ma dziś wielokrotnie więcej opcji spędzenia czasu. Ale można obecną sytuację istotnie poprawić. Znaczne pieniądze generalnie znajdują się z dwóch powodów: albo wielu ludzi chce coś oglądać i firmy, żeby do nich dotrzeć sponsorują różne wydarzenia, albo wielu ludzi coś lubi i w związku z tym kupuje coś związanego z daną dziedziną. Warto przestudiować jak to się udało pokerowi, bilardowi, czy nawet siatkówce. W tej ostatniej zdecydowała zmiana przepisów, która zdynamizowała grę i zbudowanie wielkich ogólnoświatowych rozgrywek, aby ze sportu ocierającego się o niebyt zbudować jedną z najbardziej wartościowych rynkowo dyscyplin. Brydż jest w o tyle lepszej sytuacji w porównaniu z szachami, że amatorzy mogą grać w teamie, czy nawet w parze, z zawodowcami. Nieprzypadkowo największymi sponsorami brydża są zamożni gracze-amatorzy. Myślę, że wiele tu jeszcze można zrobić, aby przyciągnąć więcej graczy kółkowych do brydża sportowego. Wydaje mi się także, że za mało wykorzystujemy fakt, że wielu tzw. celebrytów lubi grać w brydża i jest w stanie rywalizować w pojedynczych rozdaniach z najlepszymi. Takiej opcji szachy nie mają, amator przegra wszystkie partie nie tylko z zawodowcem, ale z niemal każdym zawodnikiem grywającym w turniejach,.

Szachy nieustannie cieszą się wielką popularnością, zarówno jako gra wyłącznie towarzyska, jak i w wymiarze sportowym. Według mojej oceny w turniejach dla młodzieży jest tam wielokrotnie więcej uczestników niż w brydżowych. Nie wiem, jak jest w imprezach otwartych, ale prawdopodobnie podobnie. Jaka jest tego przyczyna i co realnie można zrobić, aby popularność brydża poprawić?

Szachy stają się rzeczywiście coraz bardziej popularne wśród młodzieży szkolnej i są masowo wprowadzane do szkół, potem jest niestety gorzej. Szachy wymagają więcej czasu i pracy niż brydż (czy gry komputerowe), zatem większość się stosunkowo szybko wykrusza. Szachy mają, zasłużenie, opinię gry pożytecznej dla młodych ludzi. Poza wspieraniem rozwoju i udowodnionym pozytywnym wpływie na postępy w nauce, odciągają od uzależnienia komputerowego i uczą dobrej rywalizacji. Z tych powodów szachy są wspierane przez wielu rodziców, no i udało się wylobbować uchwałę Parlamentu Europejskiego, zalecającą wprowadzenie szachów do systemów edukacyjnych państw członkowskich. Jako ówczesny prezes PZSzach oraz członek władz europejskiej i światowej federacji szachowych, miałem w tym swój udział, z czego jestem dumny. Myślę, że brydż ma wiele podobnych cech, a dodatkowo uczy współpracy, bo jest grą w parach! Jestem przekonany, że możliwe jest przełamanie uprzedzeń niektórych rodziców i nauczycieli, że gra w karty to hazard, dym papierosów i opary alkoholu.

Jak jako członek PKOl oraz działacz krajowych i europejskich władz szachowych oceniasz perspektywy olimpijskie brydża?

Słabo, zarówno brydża jak i szachów. Olimpiady letnie są tak ogromne, że widzimy nawet tendencję do ograniczania obecnych dyscyplin. Kilka lat temu głośno było o planach wyrzucenia z olimpiady zapasów, ze względu na spadającą popularność. Udało się je obronić, chyba głównie argumentem, że idea olimpijska zaczęła się między innymi od zapasów. Szachy walczą o włączenie w program olimpiad zimowych, bo są mniejsze a MKOl zależy na zwiększeniu ilości startujących krajów, co szachy z ponad 180 zrzeszonymi krajami mogą łatwo zapewnić. Ale jednak gry stolikowe są daleko od śniegu i lodu…

Jak oceniasz imprezy typu „otwarte mistrzostwa Europy” czy mistrzostwa świata par i teamów - typu Sanya? Ja odnoszę wrażenie, że można by trochę w nich poprawić w kierunku uatrakcyjnienia dla uczestników, wzrostu frekwencji. Czy w szachach są analogiczne otwarte turnieje o randze mistrzowskiej?

Bardzo dobrze że są takie imprezy i chętnie w nich uczestniczę. Wadą jest to, że są one drogie. Sanya czy Tromso nie są łatwym wyjazdem dla zwykłych graczy, bo koszty, są niebotyczne. I to zarówno, jeżeli chodzi o dojazd jak i pobyt. Gdyby tego typu imprezy organizować poza sezonem na przykład w rejonie Morza Śródziemnego, mogłyby być 2-3 razy tańsze, a równie przyjemne. Rozważyłbym też możliwość uczestnictwa dla osób, które nie chcą grać od rana do wieczora, ale chcą przyjechać z niegrającą żoną/mężem i mieć pół dnia na słońcu. Nie wiem czy to realne, ale otwarte spotkania/wykłady znanych arcymistrzów brydżowych byłyby też atrakcją. Jest jeszcze problem z nagrodami. Wpisowe jest bardzo (zbyt?) wysokie, a nagród praktycznie nie ma. Myślę, że organizatorzy nie doceniają tego, że nawet symboliczne nagrody są inwestycją w przyszłość, bo przyciągają na kolejne imprezy. Nawet jak nagroda nie pokrywa nawet ułamka kosztów przyjazdu, to daje poczucie dumy i możliwość opowiadania o swoich sukcesach. Szachy są w tym lepsze poprzez symboliczne nagrody w rozlicznych grupach wiekowych, rankingu, płci, miejsca zamieszkania. W szachach także są otwarte dla wszystkich Mistrzostwa Europy w różnych rodzajach szachów: klasycznych, szybkich i błyskawicznych. Ostatnie ME w szachach szybkich i błyskawicznych odbywały się we Wrocławiu i uczestniczyło w nich niemal 800 zawodników. Jest też wiele imprez przede wszystkim urlopowych, w tym Mistrzostwa Europy Seniorów (od 50 lat i od 65 lat), Mistrzostwa Europy Amatorów (do rankingu 2000). Hotel z pełnym wyżywieniem w cenie €25-€40 nie jest ewenementem a raczej standardem. Brydż poszedł za bardzo w pięciogwiazdkową wygodę grających sponsorów i działaczy, kosztem zwykłych graczy. Myślę, że można to pogodzić.

Jak oceniasz atmosferę i relacje z przeciwnikami na turniejach brydżowych, a jak to wygląda na szachowych?

Jak to w życiu i tu i tu są tacy, którzy chcą wygrać za wszelką cenę, ale generalnie mam dobre doświadczenia. Szachy wymagają przygotowań do kolejnej partii, więc jest więcej pracy poza grą, z drugiej strony rzadko gra się cały dzień, co jest z kolei standardem w brydżu. Myślę, że wieczorne życie towarzyskie jest bogatsze w brydżu, bo w szachach wiesz z kim zagrasz w kolejnej rundzie, wiesz jakim kolorem i możesz o tym cały czas myśleć. W brydżu nie znasz ani kart, ani licytacji kolejnych przeciwników, więc możesz się spokojnie relaksować.

Jaki powinien być Twój idealny partner brydżowy?

W zasadzie lubię grać w parze tylko ze znacznie lepszymi ode mnie. Liczę na naukę, dobre wyniki i przyjemną atmosferę przy stole brydżowym, a także sympatyczne spędzanie czasu przy innych stołach. Pary w których wiadomo, kto jest liderem osiągają często lepsze wyniki niż pary dwóch wspaniałych osobowości brydżowych walczących o to kto ma rację. Wspaniałą cechą brydża jest to, że jak się popełni błąd, to zaraz rozdanie się kończy i jest kolejne, na które poprzednie, poza emocjami, nie ma żadnego wpływu. Dobry partner gra każde rozdanie w oderwaniu od historii i pomaga otrząsnąć się po błędach. Szachy pod tym względem są dużo bardziej okrutne. Jak popełnisz błąd, to potem przez 2 godziny cierpisz w złej pozycji, a na koniec i tak zazwyczaj przegrywasz. W brydżu rozdanie trwa 8 minut i jest to maksymalny czas cierpienia po jednym błędzie.

Czy podzielisz się z nami swoimi najlepszymi rozdaniami?

Największe wrażenie robiło na mnie jak udało mi się podczas studiów, więc ponad 30 lat temu, bez specjalnej wiedzy teoretycznej, ustawić przymus, w tym raz wyszedł mi nawet przymus podwójny. Teraz zwykłe przymusy zdarzają się w miarę regularnie, choć nie pamiętam ostatnio podwójnego. Myślę, że jak większość amatorów, bardziej cenię wylicytowanie szlemika, czy celną obronę, niż wspaniałe technicznie wzięcie nadróbki na częściówkę. Niestety nie zbieram zapisów rozegranych rozdań, żeby coś fajnego pokazać.

Jakie są Twoje największe sukcesy szachowe?

Tomasz Sielicki

Udało mi się dwa razy zremisować z arcymistrzem, w tym ostatnio z legendą szachów hiszpańskich arcymistrzem Bellonem. Trzeba powiedzieć, że gra z arcymistrzem to rzadkie zdarzenie dla gracza mojej siły gry. Grałem tylko kilka partii turniejowych. Wygrałem też z ukraińskim mistrzem międzynarodowym. W kwietniu tego roku zremisowałem z arcymistrzynią i reprezentantką olimpijską Grecji. Ale trzeba powiedzieć, że szachowy system rankingowy jest genialnym wynalazkiem i zgodnie z zasadą kierującą grą o pełnej informacji, zazwyczaj wygrywam ze słabszymi rankingowo i przegrywam z lepszymi. W brydżu bywa bardzo różnie i wydaje mi się, że mam na koncie wygrane stoły z większością naszych reprezentantów, choć dotkliwych porażek też nie zabrakło. Ale to jest przewaga brydża nad szachami dla wielu amatorów.

Dziękuję bardzo… Myślę, że brydżystom uchylenie nieco kulis gry w szachy nasunie trochę refleksji i zachęci do jeszcze większej aktywności na polu naszej ulubionej gry!

 

Tomasz Sielicki (55), absolwent Politechniki Warszawskiej. Jeden z założycieli Computerland SA, (później Sygnity SA), wieloletni prezes, powszechnie uznawany za twórcę sukcesu firmy. Od 2007 roku zasiada w Radzie Nadzorczej spółki, obecnie jest jej przewodniczącym. Inwestor w przedsięwzięcia kilku branż.

Członek m.in. Rady Głównej Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych LEWIATAN, Rady Fundacji Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego przy amerykańskiej Fundacji Wolności, Trilateral Commission oraz Rady Fundacji „Wspólna Droga”. Zasiada w radzie nadzorczej Agora SA, członek Rady Europejskiego Forum Nowych Idei.

The Wall Street Journal zaliczył go w 1999 roku do grona dziesięciu najlepszych menedżerów Europy Środkowej (Central Europe's Top 10 Executives). Podczas Światowego Forum Gospodarczego w Davos w 1999 roku odebrał prestiżową nagrodę Global Leader for Tomorrow, przyznawaną co roku wybitnym osobistościom ze świata polityki i biznesu przez organizatorów Forum oraz magazyn WorldLink.

Gra zawodniczo w brydża i w szachy. Do czerwca 2013 roku był prezesem Polskiego Związku Szachowego, a do sierpnia 2014 roku pierwszym wiceprezydentem Europejskiej Unii Szachowej i członkiem Executive Board Światowej Federacji Szachowej FIDE. Od kwietnia 2013 roku jest członkiem zarządu Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Jest też wiceprzewodniczącym Rady Fundacji Bridge24.pl oraz przewodniczącym Rady Przyjaciół Szachów.