Rozstrzygnięcia ligowe/tournee po USA

Koniec obijania się, znowu trzeba grać. Najpierw zaraz po Sylwestrze liga, a potem od razu na samolot i do USA. W lidze poszło nam przyzwoicie. Butlerek 1,2 impa na rozdanie z prawie trzystu rozdań wygląda nieźle. Były jeszcze drobne rezerwy, ale na tym zjeździe obyło się raczej bez ewidentnych głupot. Kilka rozstrzygnięć sensacyjnych. Przede wszystkim brak awansu do ósemki drużyny Bridge24.pl. Trochę mogą mówić o pechu, gdyż 162 zdobyte vp (przy średniej 150) nie pozwoliły znaleźć się w górnej części tabeli. Może to świadczyć o tym, że było kilka drużyn, które wyraźnie odstawały i rozdawały dużo punktów. Zwycięstwo w round robin Connectora Poznań też dosyć zaskakujące. My na trzecim i nic dobrego z tego nie wynika. Ostatni mecz graliśmy na AZS Wrocław. Z Jackiem nie mogliśmy grać tego meczu, bo siedzieliśmy już w samolocie. Nasi mieli za zadanie albo bardzo wysoko wygrać – wówczas zajmowaliśmy pierwsze miejsce i mogliśmy wybierać przeciwnika, albo odpowiednio wysoko przegrać.. W tym przypadku wygrywał AZS i na pewno nie wybrali by nas. A tak Connector nas nie wybrał i musimy grać na AZS, drużynę, z którą chyba jeszcze nigdy nie wygrałem. A prób było kilka, w różnych drużynach i w różnych fazach. Parę razy mieliśmy już dużą przewagę, ale zawsze odrabiali. Nie da się ukryć, że chłopaki w karty grać umieją, ale może tym razem wreszcie się uda. Dobrą stroną jest to, że nawet jak się przegra, to jest jeszcze druga szansa. Tak zresztą odbyło się to w zeszłym roku. Porażka z AZS, zwycięstwo w repasażu, zwycięstwo w półfinale i porażka z AZS w finale.

Prosto z ligi polecieliśmy do Orlando i od poniedziałku gramy regionalsa. Pierwszego z czterech. Trochę się poprzemieszczamy i w karty też się nagramy. Tutaj gramy ze Stanem Tulinem, któremu partneruje jego kolega z czasów studenckich niejaki David Berkovitz. Pogoda przyzwoita, aczkolwiek myślałem, że będzie cieplej. Czasem też popada deszczyk. Gra się cały czas dwudniowe knockouty, a w niedzielę swissa. Na razie jeden udało się wygrać, a za pół godziny gramy półfinał w kolejnym. Obsada przyzwoita, trochę zawodowców kręci sie po sali. Na szczęście z początku minęliśmy się z "fazą" z Meckwellami (tzn jak my gramy półfinał, to oni zaczynają 1/8 i na odwrót). Na razie to tyle, jutro postaram się przytoczyć kilka rozdań zarówno z ligi, jak i stąd. A co nieco ciekawych rzeczy się działo..