Porażka w knockoucie, zwycięstwo w swissie.

       Przegraliśmy półfinał w knockoucie. Pierwszej dwunastki nie graliśmy, do drugiej usiedliśmy przy stanie +10, ale B-Ż nas załatwili. W jednym rozdaniu nie otworzyłem 1nt na średnio urodziwe 14 pc i nie dograliśmy popartyjnej końcówki, która była cienka, ale szła. Na drugim stole grali bez atu 14-16, otworzyli, doszli i -10. Taktycznie słabo. W kolejnym rozdania mając kartę:

 

KWxx

Axx

A98

10xx

 

W założeniach obie po otworzyłem 1 trefl (3+) i już leżeliśmy za 1400. Egzekucja była precyzyjna i bezwzględna. Na początek poszła kontra i dwa pasy. Próbowaliśmy znaleźć najlepszy kolor do gry i ostatecznie graliśmy kiera z kontrą na siedmiu atutach. Ośmiu niestety nie mieliśmy nigdzie. Najlepiej grało się w kara trzy do trzech, bo Jacek miał w nich D10x i byśmy się wybronili za 800. Co zrobić, na pocieszenie przystąpiliśmy do jednosesyjnego swissa (znowu). Ten turniej już udało się wygrać. W czterech meczach zdobyliśmy 70 vp z 80 możliwych. W jednym z rozdań złamałem starą zasadę, że "po bez atu nie ma trzech". Z dobrym skutkiem. Miałem:

 

Axx

KD10

A9xx

W8x

 

Obie przed, jak byłem młodszy to otwierałem z tym 1nt, ale swoje lata już mam, więc spokojne 1 karo. Za to bez atu weszła pani z lewej i potoczyło się:

 

 

W

N

E

S

1♦

1nt

pas

2♦

pas

2♥

3♣

pas

pas

3♥

pas

pas

 

 

 

 

I w tym momencie zacząłem się trochę dokładniej przyglądać swoim kartom. Partner powinien mieć z 6 przyzwoitych trefli. Jeśli są one typu AD, to zaczyna to wyglądać nieźle. Raz kozie śmierć, 3 do kasy. Pani oczywiście kontra i obiegło. Wist król pik, stół niezły:

 

xxx

xx

W10

AK9xxx

 

Dwa przepuściłem, trzeciego wziąłem – z prawej ujawniły się cztery, co z razem z pięcioma kierami daje już dziewięć kart. Trzeba było jakoś rozegrać trefle. Na razie walet, dama, as. Teraz kier do króla, pani wzięła asem i po dojrzałem analizie zagrała króla karo – od pana dwójka, jeśli ilościówka, to trzy sztuki. Podsumujmy: pan ma 4 piki, 5 kierów, wygląda, że 3 kara, trzeba ciąć trefle drugi raz. Na szczęście na zagraną blotkę wyskoczyła 10, bo z lewej było D10 sec. W końcówce prosty przymus karowo – kierowy i nadróbka. Na drugim stole grali 3 trefl. W międzyczasie przyszedł Adaś Żmudziński pochwalić się, że w finale udało się jego kolegom zagrać dwunastkę na tych samych liniach. Z początku chcieli powtórzyć, ale ostatecznie zdecydowali, że będzie dwa razy po sześć. Wygrali, swoją drogą na drużynę Marka Witka i Mirka Miłaszewskiego.

 

        Dziś zaczynają się najważniejsze turnieje – Reisinger BAM teams i obok Swiss Teams. W pierwszym frekwencja zwykle nie zachwyca – pod 40 drużyn, ale w większości bardzo mocnych, w drugim drużyn zwykle koło 200, ale obsada nieco słabsza. My gramy swissa. Jak dobrze pójdzie, to turniej potrwa 3 dni. Do każdego kolejnego awansuje z grubsza połowa stawki. Gramy w składzie Józio Blass – Marcin Leśniewski, Bartek Chmurski – Piotr Tuczyński i my. Myślę, że jeśli nie nastąpi żadna katastrofa, to do trzeciego dnia powinniśmy awansować bez większych problemów, a dalej spróbujemy coś powalczyć. Trzymajcie kciuki.