Opowieść wigilijna.

Kolacja została zjedzona, prezenty zostały rozdane, rodzina udała się na pasterkę. Ja niestety nie mogłem, gdyż byłem kontuzjowany. Z ciekawości odpaliłem BBO. O połnocy, czyli zaraz, zaczynał się indywiduel. Kliknąłem "zapisz się". Korba, która siedziała mi na kolanach spojrzała na mnie z wyrzutem.

- No co? Siedzę tu sam, nudzi mi się, zagram sobie - Próbowałem się tłumaczyć.

- To jeszcze nie powód, żeby grać w brydża w Wigilię. W dodatku jakiegoś głupawego indywiduela. Lepiej byś się z kotem pobawił, znaczy ze mną – odpowiedziała kotka.

- Przecież to tylko dziewięć rozdań. Szybko pójdzie, nawet nie zdążą wrócić, a ciebie mogę głaskać lewą ręką, eeee.... zaraz, ty umiesz mówić? - lekko się zdziwiłem.

- Oczywiście, że mówię, przecież jest Wigilia, też mi coś. No dobra, jak już musisz, to grajmy, ale rób, to co powiem.

- Ależ kocie, przecież ty nie umiesz grać w brydża! - próbowałem oponować.

- Sam nie umiesz – obruszył się kot – dość się naoglądałam przez te miesiące. Poza tym, gdybym nie umiała, to nie daliby mojego zdjęcia do "Świata Brydża".

- Chciałem nieśmiało zauważyć, że ja też byłem na tym zdjęciu.
Na to Korba tylko prychnęła, a tymczasem na ekranie pojawiło się pierwsze rozdanie. Dosyć szybko dotarliśmy z partnerem do szlemika w piki z następującymi kartami:

 

 

Dxxx

 

 

KDx

 

 

ADxx

 

 

xx

 

N

W E

S

 

AKW10xx

 

 

x

 

 

Kxxx

 

 

AD

 

Na maksy pewnie lepiej było w bez atu, ale co robić. Wist w waleta kier. Już chciałem kliknąć małe (przeczytało się parę książek), ale kot rzucił się na mysz.

- Dawaj figurę, miau!

- Ech ty niemądre stworzenie, przecież jak E weźmie asem i zagra w trefla, to nie będę wiedział, czy robić impas, czy grać górą i liczyć na podział kar. Trzeba puścić kiera, później sprawdzić kara i jak się nie podzielą, to impasować trefla lub ewentualnie grać na przymus. Kiera zawsze zdążę wyrobić – byłem bardzo dumny ze swojego wykładu.

- Jak weźmie asem, najpierw musi go mieć! Sprawdziłeś flagę wistującego? - wyzucił z siebie kot.

- No ekspert z Turcji i co z tego? - nie rozumiałem o co chodzi.

- To z tego, że oni zawsze chodzą spod asów. Zawsze! - kotka zdradzała lekkie zniecierpliwienie.

- No owszem, parę razy widziałem, ale żeby z AW10? Przecież to niemożliwe! - próbowałem oponować.

- A ja stawiam swoją ulubioną pluszową mysz, że mam rację. Ponadto jestem pewna, że nie ma nawet dziesiątki, tylko poszedł z AW. Jak mam rację, to kupisz mi dwa kilo dobrej, mięsnej karmy. Swoją drogą moglibyście mnie lepiej karmić – prychnęła Korba.

- Przecież dostajesz wysokiej jakości suchą karmę dla młodych kotów, poza tym wyżerasz wszystko co się zostawi na wierzchu – próbowałem dyskutować.

- A jakbyś ty miał jeść bez przerwy to samo, to jakbyś się czuł? - spytał kot z wyrzutem.

- Coś w tym jest, pomyślimy. Dobra, daję figurę na twoją odpowiedzialność.

Dama się utrzymała, ściągnąłem atuty, udanie zaimpasowałem trefla. Kara się nie podzieliły, ale cztery były z lewej, więc wziąłem wszystkie lewy na prostym przymusie. Całe rozdanie wyglądało następująco:

 

 

 

Dx xx

 

 

KDx

 

 

ADxx

 

 

xx

 

x

N

xx

AWxx

W E

xxxxx

W10xx

x

xxxx

S

KWxxx

 

AKW10xx

 

 

x

 

 

Kxxx

 

 

AD

 

 

- Niemożliwe, skąd to wiedziałaś? Gdyby nie ty, to zrolowałbym pełną czapę. Wiele lat gram w brydża, ale czegoś takiego to jeszcze nie widziałem! - nie mogłem się nadziwić.

- Nazwij to kocią intuicją – odmiauknęła znudzona kotka.

Przyszło kolejne rozdanie. W korzystnych dostałem:

 

KW102

AD

K9

AW1082

Napocząłem trefle, z lewej karo, partner trzy trefle. Zajrzałem w jego profil.

- Co on tam ma napisane? My koty słabo znamy angielski – zainteresował się kot.

- Jump raise GF. To znaczy, że jest silny. Co robimy? - po pierwszym rozdaniu nabrałem większego zaufania do kocich umiejętności.

- Podnieś go do czterech, bedzie najprościej – odpowiedział futrzak.

Dał cue bid karowy.

- Pytaj o asy.

Dwa z damą bez króli

- Dawaj sześć bez atu. Coś musi mieć na tej swój forsing. I tak był cienki. Szósty mariasz trefl, dama pik i jak as będzie w karach, to z góry, a jak w pikach, to chyba sobie poradzisz z takim banałem nawet bez mojej pomocy. Ja muszę się zdrzemnąąąąć, miau.

W stole pojawiło się:

 

ADx

xxx

x

KDxxxx

Wist w pika. No tak, rzeczywiście z asem karo 12 lew z góry, ale teraz też są szanse. Ściągnąłem wszystkie czarne karty, zostawiając sobie w ręce AD kier i singlowego króla karo. LHO miau, przepraszam, miał trzy piki, singla trefl, a potem w tempie wyrzucił dwa kiery i cztery kara. Jak dzieliły się kara? Gdyby były 5-5 to prawdopodobnie drugi jakoś by go poparł, więc wygląda, że 6-4. Na wejście w niekorzystnych powinien też mieć króla kier. Wygląda, że trafiłem na zawodowca, który szybko wysinglował króla. Zamknąłem oczy i zagrałem kiera do asa. Król spadł jako żywo. Swoje i znakomity zapis. Kot otworzył jedno oko.

- Mam nadzieję, że ustawiłeś ten przymus wpustkowy? - spytała.

- Owszem, udało się – odpowiedziałem.

- To dobrze, ja idę spać, jakbyś mnie potrzebował, to mnie obudź, a tymczasem mógłbyś mnie podrapać za uchem. Mrau.

Przez kolejne sześć rozdań nic ciekawego się nie działo, ale wszystkie zapisy były dobre i pojawiła się realna szansa na wygranie turnieju. Przed ostatnim rozdaniem kot zaczął wybudzać się z drzemki. Obie po dostałem:

 

A2

K1064

AW6

K983

Partner z drugiej ręki otworzył kierem, z prawej 1nt. Teoretycznie naturalne, ale z punktów widać, że coś nie gra. Na razie dałem kontrę – obstawiałem wszystkie kolory, więc nic złego się nie stanie. Mój 2 trefl, żartowniś od bez atu dwa kier.

- Dawaj końcówkę. Szansa na szlemika jest niewielka, w indywiduelu trzeba prosto, a poza tym czuję, że na tym się nie skończy – powiedział kot.

Powiedziałem 4 kier i faktycznie po dwóch pasach wchodzący ujawnił się z pikami.

- O asy, teraz już można – zawyrokowała Korba.

Od partnera pięć pik – dwa z damą, a pan aktywny solo 6 pik! Teraz już dałem kontrę.

- W asa karo! - rozkazał kot.

- Jesteś pewna? - mimo wcześniejszych sukcesów ten wist wydał mi się dziwaczny.

- Tak, będzie przebitka.


Wyszedłem w asa karo, małe karo do przebitki, inteligentny partner odwrócił w małego trefla, kolejne karo przebite i 1100. Całe rozdanie wyglądało tak:

 

 

Kx

 

 

Wxxx

 

 

KDxx

 

 

W10x

 

Ax

N

xx

K10xx

W E

AD9xx

AWx

x

Kxxx

S

Axxxx

 

DW109xxx

 

 

-

 

 

10xxxx

 

 

D

 

U nas szlemik nie szedł, więc kolejny znakomity zapis. Po chwili pojawiły się wyniki. Turniej się wygrał, a ja zrobiłem się nagle bardzo śpiący i po chwili drzemaliśmy razem z kotem. Gdy się obudziłem Korba była zajęta zrzucaniem ozdób z choinki. Wydawała przy tym typowo kocie odgłosy, a po ludzkiej mowie nie było śladu. Czy znowu mi się to wszystko przyśniło? Chciałem sprawdzić w historii rozdań, ale turniej grałem na jakimś dziwnym, nowo założonym nicku, którego teraz za nic nie mogłem sobie przypomnieć. W pewnym momencie kotka odwróciła się w moją stronę i puściła oko. A może tylko mi się wydawało?

 

Zupełnie nie na temat, ale przypomniała mi się taka migawka. Fitness center (czyli siłownia) w jednym z amerykańskich hoteli. Stoi automat z wodą, na którym jest licznik. Liczy on ile odpadów w postaci plastikowych butelek udało się "zaoszczędzić" dzięki temuż automatowi. A do czego nalewa się wodę? Oczywiście do plastikowych, jednorazowych kubeczków.

 

Ostatnim turniejem w roku był finał Grand Prix Polski Teamów. Team Zawada składał się z Przemka, Bobika i Bałwanka, którzy grali w trójkę no i nas. Graliśmy z Jackiem nieźle i bez większych problemów dotarlimy do finału. Tam też było przyzwoicie, ale w ostatniej składce mieliśmy dwa nieudane rozdania i ostatecznie niewysoko przegraliśmy. W sumie jednak mijający rok możemy uznać za bardzo udany. Przede wszystkim wygraliśmy Bermuda Bowl, a poza tym kilka mniej lub bardziej ważnych turniejów, a w kilku innych przyszliśmy wysoko. Oby przyszły rok był równie udany albo jeszcze lepszy, czego życzę sobie i wszystkim czytelnikom.