Nieudany Spingold.

Niestety schody okazały się za strome. Pierwsza runda poszła gładko. Po trzech składkach było +90 i przeciwnicy woleli pójść na kolację. Dosyć niecodziennie zakończył się mecz teamu Mahaffey. Kluk z Gawrysiem nie grali pierwszej składki, zeszli na drugą, ale okazało się, że drugiej nie będzie. Było raptem plus 61, ale przeciwnicy powiedzieli, że ich sponsor ma 90 lat, chcą sobie wieczorem pyknąć swissika, a teraz chętnie odpocznie (grali w czwórkę). Nie wiem czy to nie pierwszy przypadek, kiedy ktoś poddał się po ćwiartce (nie licząc tych, co mają słabą głowę). Nasza druga runda to Muller – deWijs (ostatnio wszędzie się z nimi widujemy), Bertens – Cheek (obaj nieźli gracze, ale nie jest to stała para) i średnio słaba pani sponsorka. Na półmetku było +42 i wszyscy byli w świetnych humorach, zwłaszcza Stan, który miał świetnego drugiego seta. Niestety trzecia poszła koszmarnie i zrobił się remis. W ostatniej było parę kluczowych rozdań. My zagraliśmy szlemika, który był z grubsza z góry. Na drugim stole nasi poszli w obronę, która była opłacalna, ale Holendrzy dali wielkiego. Trzy kolory mieli niezłe, ale w czwartym było K10xxx do A9x. Procentaż raczej nieduży. Oczywiście była singlowa figura i poszło. Trafienie po licytacji było proste. To było za mecz. W ostatnim rozdaniu dostałem:

 

xxxx

K

ADWx

ADW10

Jacek otworzył treflem i potem dowiedziałem się, że ma skład równy, trzy piki, pięć trefli, cue bid karo (króla), cue bid pik i jedną wartość na treflach, którą najprawdopodobniej jest as kier. Wyglądało więc, że szlemik jest na 90% na impasie. W pozostałych 10% będzie gorszy bądź beznadziejny. Nasz stół wyglądał w miarę, wypuścili nam jakieś księżycowe 3nt i jeszcze coś tam dobrego było. Ostatecznie spasowałem. Impas oczywiście stał. To też było za mecz. Było też parę innych rozdań, uczciwie trzeba przyznać, że większość nie na naszym stole, ale rozdzielaniem winy nie ma co się zajmować, bo swoje też za uszami mieliśmy. I jak zwykle do słabej gry dołączył niefart. W sumie przegraliśmy jedenastoma impami. Szkoda, bo Cayne przegrał swój mecz jednym impem i kolejny mecz byłby relatywnie łatwy. Takie życie. Dzisiaj gramy jakiegoś boczniaka, a od jutra trzydniowy swiss. Może tam pójdzie lepiej.

W sobotę wieczorem acbl zorganizował występ grupy kabaretowej Capitol Steps. Jest to kabaret polityczny i ponoć są całkiem znani. Komuś zostało parę biletów i po znajomości udało się wkręcić. Mimo że pewnie nie zrozumiałem wszystkiego, to nieźle się ubawiłem. Na tapecie były głównie wybory prezydenckie, więc pojawiły się takie postacie jak Donald Trump, Hilary i Bill Clinton, Obama, Sarah Palin, a z "naszych" Putin, Merkel itd. Prezydenta Dudy niestety (a może na szczęście?) nie było. Humor co najmniej średnich, a momentami nawet wysokich lotów. Jak ktoś nieźle zna angielski i orientuje się jakkolwiek w amerykańskiej polityce, to polecam. Można bez problemu znaleźć w sieci.

Dzisiaj chyba najchłodniejszy z dotychczasowych dni. Raptem +30, poza tym jakieś chmurki, nawet wiaterek zawieje czasem. Jednak gdy wychodzi słońce, to dalej jest nie do zniesienia. Zrobiłem sobie mały spacerek, jakieś dwa kilometry. Wróciłem metrem..