Nie dla nas GPPT

I nie jest prawdą, że pod prysznicem nie było ciepłej wody, zwłaszcza, że w takiej ładnej, nowoczesnej kabinie temperatura wody jest sprawą drugorzedną.

 

Sun – Tzu, Napoleon, Boban – trzech wielkich strategów na przestrzeni dziejów.

 

Mówiąc krótko, rewanż nam się nie udał. Po dobrym początku dwie porażki na koniec i już. Ale po kolei. Przyjechałem do Starachowic w czwartek koło 15. Grać się miało o 16, a wcześniej trzeba było przeprowadzić "wypychanie" (pisałem o tym poprzednio). Spotkałem Bobana (Wojtek Strzemecki) i poszliśmy razem, ale okazało się, że na razie nic się nie dzieje, więc wróciłem do pokoju zdrzemnąć się chwilkę po podróży. Gdy się obudziłem, okazało się, że już po wypychaniu. Bobik załatwił sprawę, a ponieważ działało to tak, że najpierw jeden wypychał jedną drużynę, a potem już każdy po dwie, to zdecydował się oddać pierwszeństwo temu drugiemu. Decyzja powiedzmy kontrowersyjna. W konsekwencji trafiliśmy do grupy m.in. z AZS Wrocław, który obok nas był wymieniany jako jeden z faworytów zawodów (czterech świeżych mistrzów świata!). Ale jak się zastanowić, to może to i lepiej, bo potem możemy na nich trafić dopiero w finale. Myślał indyk o niedzieli.. Kilka lat temu na którychś Otwartych Mistrzostwach Europy jeden a naszych czołowych internacjonałów głośno narzekał na drabinkę w turnieju teamów, gdyż już w szesnastce trafiali na bardzo silną drużynę amerykańską. Wówczas problem rozwiązał się sam. Oba teamy odpadły rundę wcześniej. Dobrze jest podpatrywać najlepszych i uczyć się od nich, więc zarówno AZS, jak i my wpadliśmy na podobne rozwiązanie. Ale znów wybiegłem do przodu. W czwartek wszystko było dobrze i nic nie zapowiadało kataklizmu. W piątek obudziłem się jakoś kilka minut po piątej, po czym nie mogłem już zasnąć. Być może jakiś wpływ miała na to temperatura w pokoju, w którym było chyba ze trzydzieści stopni. Później okazało się, że w łazience brak ciepłej wody (stąd nieudolna parafraza cytatu z "Misia", mówionego do szafy). Nigdy nie byłem specjalnie przesądny, ale zacząłem podejrzewać, że tego dnia nic dobrego mnie nie spotka. (z tego nurtu wyłamało się tylko śniadanie – bardzo smaczne i różnorodne) Idąc tym tropem, zawodnicy drużyny Era kąpali się chyba we wrzątku, z wstać musieli o 9:58 (grało się o 10). W czwartek w trzech meczach zebrali ledwo ponad 20 vp. W piątek w pierwszej rundzie ograli nas wyraźnie i tabela się spłaszczyła. Co prawda nadal prowadziliśmy, ale ostatni mecz graliśmy na Wrocław i nie mogliśmy przegrać więcej niż sześć impów, żeby nas nie wyprzedzili. Przegraliśmy osiem, ale nasi przeciwnicy cieszyli się tylko kilka sekund, bo okazało się, że w pozostałych meczach padły niezbyt korzystne dla nas wyniki i dwie inne drużyny wyprzedziły zarówna nas, jak i ich. Grupę wygrała Era, która wzięła drugą tego dnia prawie taryfę. Chłopcy poszli za ciosem i wygrali całe zawody. Duże gratulacje dla nich (szczególnie dla Nawrota, Eryka i Andrieja, którzy po Mediolanie wygrali drugi pod rząd turniej teamów), a także dla pozostałych medalistów. Nam i innym drużynom pozostała gra o pietruchę, czyli miejsca 5 – 12. Tutaj niestety regulamin okazał się nie najlepszy, bo grało się przez półtora dnia rzeczywiście o nic. Nagroda finansowa między miejscem piątym, a dwunastym nie różniła się. Spowodowalo to natychmiastowe wycofanie się paru drużyn. Niektórzy pewnie będą krytykować brak sportowej postawy, ale ja mam inne zdanie. Niektórzy z wycofanych grają w brydża po 200 – 300 dni w roku. Inni mają prace, rodziny. Perspektywa wolnego weekendu, zamiast grania o czapkę gruszek wyglądała naprawdę kusząco. Regulamin na przyszły rok zostanie poprawiony. Tak właściwie to próba została podjęta już w czasie tego finału. Propozycja była taka, że zamiast grup, grany będzie pełny round robin każdy z każdym po osiem rozdań. Następnie pierwsza czwórka gra półfinał i finał, a reszta może jechać do domu. Możliwe, że nastąpią jeszcze jakieś poprawki, ale wygląda to rozsądnie. Żeby grać w ten sposób już teraz, musieli się zgodzić wszyscy kapitanowie. Jeden z nich wyraził veto, co z jego punktu widzenia wyglądało na działanie korzystne i rzeczywiście jego drużyna dotarła do finału. Pozostaje nam czekać na przyszłoroczną edycję Finału Grand Prix Polski Teamów z nadzieją na lepszy wynik.