Na starych śmieciach.

W sobotę zakończył się 55 Międzynarodowy Kongres Bałtycki w Sopocie. Trwał osiem dni. Sopot to moje tereny. Tutaj studiowałem, a przez ćwierć wieku z drobnymi przerwami mieszkałem w oddalonym o 30 km Wejherowie, dopóki nie wywiało mnie do dalekiego Wrocławia. Dlatego zawsze bardzo lubię tutaj przyjeżdżać. Mieszkam wtedy u rodziców, a na turniejach cała masa znajomych twarzy. Do tegorocznego kongresu podszedłem dosyć luźno, gdyż uznałem, że mam umiarkowane szanse na zawalczenie o coś w długiej fali. Jak się potem okazało, z lekka się myliłem. Odpuściłem pierwszy turniej piątkowy i spokojnie przyjechałem wieczorem, żeby grać od soboty. W sobotę rano małe zaskoczenie. Przez cały tydzień pogoda nie rozpieszczała, ale tego dnia było jeszcze upalnie, więc chciałem sobie kupić wodę w sklepiku, do którego mam jakieś 40 metrów. Okazało się jednak, że od mojej ostatniej wizyty spożywczy zamienił się w "Zakład pogrzebowy Ozyrys". No cóż, trumny calkiem ładne, ale chwilowo nie potrzebuję.

Pierwszy turniej grałem ze znanym i lubianym Baryłką. Szło dobrze, niestety przedostatnia runda nam nie wyszła. Najpierw Marek słabo powistował, a potem nie wyszła mi akcja. Po otwarciu kier partnera powiedziałem 2 karo z trzeciego waleta i potem grałem 3 bez atu. Kiery miałem KW9xx do 10xx. Gdyby dama była w impasie, to maks przez protokół. Była niestety tyłem i po wzięciu kolejnego kiera na asa przeciwnicy zorientawali się, że kar to ja tak naprawdę nie mam i zdjęli ich pięć. Bez trzech i jajo. Mimo wszystko nagraliśmy te 58%. Wstydu nie było. Potem grałem z Rysiem. W sobotę wieczorem było nieźle, bo pod 60% i pierwsza dziesiątka. W niedzielnym GPP już gorzej – rzutem na taśmę przekroczyliśmy średnią. W ogóle w tym roku nasze wyniki w GPPP nie zachwycają, ale co zrobić – raz jest lepiej, a raz gorzej. W poniedziałek zaczął się turniej teamów o Wazę Bałtyku. Kiedyś był to bardzo prestiżowy turniej, potem podupadł – jednego roku o ile dobrze pamiętam zgłosiły się dwie drużyny. Teraz powoli się odbudowuje. 48 teamów w dzisiejszych czasach to wynik przyzwoity. Formuła ciekawa – cały dzień eliminacji, po czym 4 najlepsze drużyny awansowały do półfinałów. Graliśmy w stałym zestawieniu w teamie Zawada plus trzecia para Buras – Jaszczak. Eliminacje przeszliśmy gładko. W zasadzie w pewnym momencie walczyliśmy już tylko o zwycięzstwo z drużyną Vitasa, a oba teamy miały zapewnione przynajmniej drugie miejsce. Ostatecznie wygraliśmy, więc mogliśmy wybrać sobie przeciwnika. Jak to zwykle bywa w takich sytuacjach.. Półfinał miał 10 rozdań. Finał i mecz o trzecie miejsce rozdań 20. I był to jeden z niewielu zgrzytów regulaminowych na kongresie. Rozstrzygnięcie meczu na takim dystansie jest mocno losowe i łatwo może zadecydować szczęście. Bardziej odpowiednie byłoby dwa razy po szesnaście rozdań. Gra była podzielona na dwa segmenty. Po pięciu rozdaniach półfinału przegrywaliśmy 26 -1. Jedna trzynastka wynikała z naszej złej licytacji i gorszego kontraktu 4 kier zamiast 3 bez atu. Kontrakt miał sporo szans, ale podział atu 5-1 je przekreślił. Dobrego dnia by poszedł, a 3nt bez jednej, ale na pewno ten ostatni był lepszy. Druga trzynastka to szlem przeciwników zagrany po nieporozumieniu na atutach AKxxx do 10xxx. Oczywiście podzieliły się po dwa. Trzeba było odrabiać. Jako że mieliśmy niewielki carry over, to potrzebowaliśmy 23 impów. W pierwszym rozdaniu trochę na siłę wciskam popartyjną końcówkę. Nie jest ona bez szans, ale dalej nie ma farta i bez jednej. Potem gramy stosunkowo płaskie 3 bez atu, ale grając WJ można też stanąć w 4 kierach, które można przegrać po niecelnej rozgrywce. Trzecie rozdanie to niby płaskie 2 pik za 140, ale mamy mało punktów. Czwarte wreszcie wygląda na przekonujący zysk – przegrywają nam końcówkę w kiery, która szła, a 3 bez atu wygląda na zupełnie górne. W piątym wygrywają z pozoru płaskie 4 pik, niestety po partii, co jak się okaże będzie miało znaczenie. Skończyliśmy. Nasi mają jeszcze dużo gry. Patrzymy na wyniki. Po dwóch jest 13 – 0. W drugim rzeczywiście przegrali 4 kier, natomiast w pierwszym zyskaliśmy impa dzięki bardzo celnej akcji Andrzeja Jaszczaka, który po treflu przeciwnika skoczył 3 kier w kartę:

 

10x

KDWxxx

Kx

Dxx

Czym zamknął usta wszystkim i zapisał 140. W trzecim zyskujemy kolejne siedem impów, bo nasi też biorą 140, ale w kiery. W czwartym już bardziej spodziewane +11 – 3nt lew 11. Po czterech rozdaniach jest 31-0. Wydaje się, że będzie dobrze, ale w ostatnim nasi niestety nie dogrywają końcówki. Biorą wprawdzie 11 lew, ale tracimy w tym rozdaniu dziewięć punktów i cały mecz przegrywamy 0,8 impa. Trochę pecha było. Gdybym to wiedział wcześniej, to może nie licytowałbym w pierwszym końcówki, ale kto może wiedzieć takie rzeczy. Mecz o trzecie miejsce też niewysoko przegrywamy. A miał być taki udany dzień..

Od wtorku wieczorem do końca kongresu gram w parze z Przemkiem Zawadą. Przemek jest całkiem niezłym graczem o dosyć niekonwencjonalnym podejściu. Lubi gdy coś się dzieje i praktycznie jest w stanie dać dowolną odzywkę z dowolną kartą. Trzeba się mieć na baczności. W czasie naszej gry byłem świadkiem (a czasem i uczestnikiem) wielu akcji, z których bardzo wiele okazało się skutecznych. Nie było jednak tak, że cały czas jechaliśmy na "załapańca". Sporo rozdań rozwiązaliśmy po prostu dobrze. Zaczęliśmy od turnieju otwartego. 54% to bez szału, ale jak się potem okazało, był to nasz zdecydowanie najsłabszy turniej. W środę rano kolejny turniej otwarty. Tym razem cavendish, czyli impy. Ten udało się wygrać.

W jednym z rozdań zmontowaliśmy z Przemkiem obronę na biuletyn. Może podam problem z pozycji partnera. W założeniach niekorzystnych dostał:

 

W973

AK753

K764

Z lewej dwa pik (słabe dwa) i dwa pasy. Gra się na impy, ostatni stół, prowadzimy z niewielką przewagą. Widać, że do końcówki daleka droga, więc spokojny pas. Partner wychodzi w trójkę kier. W stole:

 

A

AK875

D862

D52

Przebijamy, od rgr szóstka i co dalej? Kusi zagranie figury karo, ale zamiast tego Przemek znakomicie odwrócił w 4 trefl. Walet od rgr, wziąłem asem i zagrałem dwójkę kier. Przebita, z ręki walet. Partner grają dwójką chyba wie co robi, więc teraz król trefl i trefl. Wszyscy dołożyli. As pik ze stołu i karo. Bierzemy królem – od partnera walet. Teraz trzynasty trefl i dama pik bierze kładącą lewę na promocji, a my jeszcze przebijamy kiera. Bez dwóch. Całe rozdanie:

 

 

K108652

 

 

W106

 

 

9

 

 

W109

 

W973

N

W E

S

D4

D9432

AK753

W104

K764

A83

 

A

 

 

AK875

 

 

D862

 

 

D52

 

O ile pierwszy wist udał się dosyć losowo – równie dobrze mogłem wyjść w waleta karo, to dalsza obrona była dokładna i przemyślana. Po świetnym odwrocie w drugiej lewie i nieco ułatwiającym walecie od rozgrywającej miałem całe rozdanie na tacy. Dwójka kier prosiła partnera, żeby kontynuował trefle, a on mi zaufał. Ruszenie kara w którymkolwiek momencie powodowało stworzenie komunikacji do ręki i wypust. Niby to tylko dwa piki, ale wypuszczenie spychało nas na drugie miejsce. Mogę szczerze powiedzieć, że dawno żadne rozdanie mi się tak nie spodobało. W środę wieczorem w turnieju kongresowym też pierwsza dziesiątka. W czwartek rano był indywiduel. Wykorzystałem tę okazję, żeby sobie pospać. Znowu błąd jak się okazało. W ogóle indywiduel liczył się w obu klasyfikacjach – kongresowej i otwartej. To był moim zdaniem drugi zgrzyt organizacyjny. W punktacji otwartej warty był też 200 punktów, a wygranie innych turniejów punktów 140, co czyniło całą klasyfikację ciut losową. Ale to tylko taka dygresja. W każdym razie od tego czasu zajęliśmy w turniejach kongresowych dwa razy miejsce drugie, raz trzecie i raz dziewiąte, co pozwoliło mi zająć trzecie miejsce w punktacji kongresowej ze stratą 80 pdf do zwycięzcy. Gdybym grał indywiduela, to potrzebne było 54% na taki wynik. Ale to znowu gdybanie, bo może nic bym nie nagrał, może bym był zmęczony i gorzej grał w innych turniejach, a może po prostu szczęście by się odwróciło, bo tego też trochę mieliśmy. Tak czy siak przed kongresem trzecie miejsce brałbym w ciemno, a Lech Ohrysko i Michał Kwiecień, którzy mnie wyprzedzili na pewno swoją grą na to zasłużyli i obu szczerze gratuluję. To może jeszcze jedno dobrze rozwiązane rozdanie.

 

 

1097

 

 

W73

 

 

K105

 

 

10943

 

K63

N

W E

S

D4

A

D98652

AW432

D87

KD76

A2

 

AW852

 

 

K104

 

 

96

 

 

W85

 

 

E(ja) W(Przemek)

pas (1p) 2k

2c 3t

3k 3p

3nt pas

 

W założeniach obie po najpierw powstrzymałem się od raczej niezbyt estetycznego otwarcia multi. Potem Przemek spokojnie odlicytował swoje kolory i spytał o stopera. Uznałem, że takie trzy pik powinno obiecywać co najmniej podpórkę w tym kolorze, poza tym nie padła kontra wistowa od N, więc zgłosiłem 3 bez atu z drugiej damy. Z tej ręki nieobkładalne. Z drugiej po pikowym można obłożyć zmieniając na kiera po wzięciu dwóch lew pikowych (gdy rgr nie przepuści, to w ogóle nie ma szans. Teraz znowu kilka dni wolnego, a potem do Chicago na Letnie Mistrzostwa Ameryki. W międzyczasie napiszę pewnie jeszcze parę słów na temat Mistrzostw Europy Juniorów w Tromso. Tam też się trochę działo.