Gramy dalej.

       No i gramy sobie dalej. Od wtorku do czwartku ćwiczymy "boczniaki". We wtorek wieczorem graliśmy jednosesyjnego swissa – szybki turniej, cztery rundy po sześć rozdań. Spodziewaliśmy się tabunów staruszek i łatwego zwycięstwa, bo wszyscy zawodowcy mniejsi i więksi grali Blue Ribbon Pairs (czyli po naszemu błękitna wstęga, myślę, że nazwę ściągnęli od Wrocławia), a reszta jakieś knockouty. Niestety okazało się, że na starcie stanęła jedna drużyna zawodowców, którzy widać zapomnieli zapisać się do par. Mówiąc krótko nie mieliśmy żadnych szans. Wzięli trzy taryfy, z nami zagrali w punkt, a w jednym rozdaniu straciliśmy trzy impy na systemie. Po pasie partnera i treflu przeciwnika (2+) wlazłem sobie dwa trefl z AKW87x i coś tam bokiem i musieliśmy leżeć za 50. Na drugim stole nasi otworzyli 1nt, bo grali silnym (a u nas słabym), co obiegło i też musieli leżeć za 50. Mała rzecz, ale po tym rozdaniu nie dało się turnieju wygrać i trzeba było zadowolić się drugim miejscem (reszta sali z grubsza spełniała pokładane w niej przed turniejem oczekiwania). Swoją drogą ciekawa sprawa z tym wejściem dwa trefl po treflu przeciwnika. Dowiedzieliśmy się, że musi to być alertowane, jeśli jest... naturalne. Tadam! Ponieważ trefl jest przeważnie 3+, to nie alertuje się dwukolorowók, niezależnie od tego czy to stare, czy piki z karami, ale naturalne trzeba. Dziwne to, ale tak sobie wymyślili.

         We wczorajszym biuletynie mignęła mi informacja, że wiek seniorów zostaje znowu podniesiony do lat 60. Widać przeczytali ostatni odcinek bloga, w którym z lekka podśmiewałem się, że seniorzy stanowią 90% ACBL i postanowili nieco obniżyć ten odsetek. Oczywiście prawo nie działa wstecz i ci, którzy w międzyczasie seniorami zostali, nadal nimi będą, mimo piątki z przodu.

         Wczoraj zaczęliśmy dwudniowy knockout. Drużyny są dzielone na brackety (koszyki) pod względem siły gry – po 16 w każdym i gra się mecze dwudziestoczterorozdaniowe. Przegrywający odpada. Wczoraj wygraliśmy dwa mecze, więc dzisiaj gramy półfinał, m.in. na Balickiego ze Żmudzińskim. Gramy w składzie z Narkiewiczem i Burasem i profesorem Józefem Blassem, znanym szerzej jako Józio z Marcinem Leśniewskim.

         Dwa razy nieźle nam poszło w licytacji. W jednym mieliśmy:

 

Kxxx

AKxxx

x

Kxx

 

do

 

ADx

x

109xx

A10xxx

 

i licytowaliśmy:

 

1♥ – 1nt

2♣ – 2♠

3♣ – 3♠

5♣ – pas

 

2 trefl to konwencja Gazzilii, zwana u nas Godzillą, czyli albo naturalne trefle, albo dowolna ręka od 16 pc. Jacek zdecydował się pokazać trefle ze względu na niezrównoważony układ.

2 pik to dobra ręka z dobrym fitem treflowym. 3 trefl 11-14(15) z czterema treflami, 3 pik wartości i inwit do końcówki. Wist as i król karo przebity, pik do damy, karo przebite, as i król kier – karo wyrzucone, król trefl, pikiem do stołu, as trefl, podzieliły się 3-2 i claim. Na drugim stole przeciwnicy utknęli w 1nt.

 

W drugim znowu Godzilla w akcji:

 

 

W

K108xx

AKDxx

Kx

 

 

Axxx

Dx

xxxx

A10x

 

1♥ – 1♠

2♣ – 2♦

3♦ – 4♦

4♥ – 4♠

4nt – 5♥

6♦ - pas

 

3 karo to kara z kierami i 16+pc. Kartę miałem niezbyt silną punktowo, ale wartości znakomite, więc zdecydowałem się przekroczyć 3nt. Dalej cuebidy, blackwood i werdykt. Czerwone kolory zachowały się przyzwoicie, a poza tym przeciwnik wskoczył asem na zagraną w drugiej lewie ze stołu blotkę kier, więc z grubsza można było pokazać karty. Na drugim stole utknęli w końcówce.