Dobrze, że mamy w domu zmywarkę.

Z odkurzaniem jakoś sobie poradzę. Nawiązuję oczywiście do zakończonych parę dni temu Drużynowych Mistrzostw Europy, gdzie Kasia zdobyła dwa medale, a ja o dwa mniej. Dwóch co prawda i tak nie miałem szans, gdyż u nas była tylko jedna konkurencja, ale na jeden większość raczej liczyła. Niestety cała nasza drużyna zagrała słabo. Do pewnego momentu pałętaliśmy się w czołówce, ale przyszedł dzień w którym wzięliśmy coś koło 24 vp z czterech meczów (czyli średnia 40) i wypadliśmy z dziesiątki, a potem też nie szło wybitnie. W pewnej chwili medal był już poza zasięgiem, więc naszym celem stała się pierwsza siódemka, która awansowała na Bermuda Bowl, a przy okazji dziesiątka, żeby nasi koledzy z Latterii mogli zagrać w Pucharze Europy. To też w pewnym momencie wydawało się odległe, ale parę udanych rund i przed ostatnim meczem byliśmy na szóstym. Niestety porażka z Holandią zepchnęła nas ostatecznie na miejsce ósme ze stratą 4 vp do szóstego. Wszystko decydowało się w ostatnim rozdaniu, o którym później. Co prawda nadzieja umiera ostatnia, gdyż w minionych latach wiele razy zdarzało się, że w BB uczestniczyła dodatkowa drużyna z Europy, co było spowodowane rezygnacją jednej z egzotycznych ekip, a w takim przypadku Europa ma pierwszeństwo. Kolejny turniej odbywa się we Francji, więc szansa rośnie. Nie zmienia to faktu, że każdy z nas mógł wielokrotnie sam zapewnić nam udział w tej imprezie bez oglądania się na innych. Ja w każdym razie dumny ze swojego występu nie jestem. Przejdźmy do rzeczy przyjemniejszych, czyli występu naszych pań. Na rozgrzewkę zagrały turniej par. Formuła taka sobie – najpierw 100 rozdań eliminacji, żeby wyłonić 24 pary, które awansowały do finału A, a potem tegoż finału rozdań 46. Carry over niezbyt znaczące. Kasia z Justyną do finału awansowały bez problemu, a tam cały czas były w czołówce. Niestety młoda para z Izraela uzyskała w pewnym momencie dużą przewagę. Na koniec przewaga stopniała, ale trochę zabrakło dystansu i dziewczyny skończyły na drugim, zdobywając srebrny medal. Potwierdziły tym samym swoją mocną pozycję w brydżu kobiecym, gdyż w ME w Tromso również zdobyły srebro. Później był turniej drużynowy i nasze panie od początku zadomowiły się w górnych rejonach tabeli. Grały równo i dobrze, notując tylko parę niewielkich porażek. Przed ostatnim dniem wyglądało to bardzo dobrze – miały 10 vp przewagi nad drugim, a medal był już praktycznie pewny. Niestety na koniec zabrakło trochę szczęścia, a być może też nieco odporności psychicznej i jeszcze tym razem na finiszu minimalnie lepsza okazała się Anglia i Francja, ale panie i tak odniosły historyczny sukces, zdobywając brązowy medal. (znowu decydowało ostatnie rozdanie) Duże gratulacje! Mogę postawić dolary przeciwko orzechom, że nie był to medal ostatni. O kolory też raczej jestem spokojny. Panowie starsi również zdobyli brąz. Tym razem było trochę szczęścia, bo czwartą Turcję wyprzedzili o 0,1 vp. Im oczywiście również gratuluje, chociaż brąz to dla nich coś koło wyniku standardowego. Wygrał Izrael z kolegą Salkiem Zeligmanem w składzie. Nasi grali na nich pierwszy mecz ostatniego dnia. Parę dni wcześniej byłem świadkiem jak Jacek Romański powiedział Salkowi: "Bardzo cię lubię, ale będziemy wam niestety musieli zlać dupsko". Słowa dotrzymał i tabela się spłaszczyła, ale końcówkę Izraelczycy mieli lepszą. Pora na rzeczone ostatnie rozdanie. Tym razem generator trochę zaszalał.

 

 

AK532

 

 

-

 

 

1095

 

 

KW842

 

-

N

W109

AW1052

W E

D874

AKW7642

D8

A

S

D1093

 

D8764

 

 

K963

 

 

3

 

 

765

 

WE po partii, otwierał W. Jak widać na WE wychodzi szlemik w czerwony kolor, którego można dosyć tanio obronić pikami. U nas w meczu na obu stołach grane było 6 pik z kontrą za 300, co jest prawie minimaksem. Z ręki N, wistując w pika, a potem dochodząc młodymi damami, można trzy razy połączyć atuty i wziąć 500, ale to lekka ekwilibrystyka i 300 wygląda normalnie. Przed tym rozdaniem byliśmy na miejscu ósmym, a przed nami Norwegia. Wikingowie spróbowali w tym rozdaniu szlema, co przy szlemiku kierowym na drugim stole dało -17 i już byliśmy na siódmym. Niestety duży zysk zanotowali również Włosi, którzy na jednym stole wygrali szlemika w kiery, a na drugim bronili pikami i w ten sposób nas wyprzedzili. Nasze dziewczyny spróbowały szlema w kiery. Gdyby król był trzeci albo gdyby nie zabrakło dziewiątki, to byłoby złoto. Niestety. W każdym razie emocje były do końca. Wcześniej w trakcie mistrzostw rzuciło mi się w oczy jeszcze jedno rozdanie z meczu, w którym Belgowie masakrowali Laurię z Versacem, grając im parę szlemów i szlemików i trafiając wszystkie damy. Rozmiary porażki mógł nieco zredukować młody Włoch z drugiego stołu, wygrywając w przedostatnim rozdaniu szlemika. Mamy:

 

AKD9

62

AW32

AK2

W ręce do

 

W8652

K103

K105

D7

Szlemik nie jest tu kontraktem wybitnym, ale dostajemy przychylny wist w karo – małe, szóstka, walet. Trzy atuty – z prawej karo i trefl. Gramy karo i wistujący nie dokłada. Co dalej? Trzeba zdecydować gdzie jest as kier. Jeśli przed królem, to kier do króla, a jeśli przy karach, to trzeba pościągać czarne karty i ustawi się taki fajny przymus karowo – kierowy. Czy mając asa kier przeciwnik wyszedłby w singla karo na szlemika? Mocno wątpliwe. Trzeba więc zagrać na asa tyłem – trzy trefle, ze stołu kier i piki. Końcówka:

- xx Ax -
do

x Kx x -
do pika przeciwnik musi wysinglować asa kier – wtedy my wyrzucamy karo i gramy kiera albo odrzucić się od kara. To wygrywało. Włoch zagrał kiera do króla. Ot chwila słabości, jakich każdy grający w tych mistrzostwach miał przynajmniej parę.

Na koniec wypadałoby spróbować zdiagnozować przyczyny naszego słabego występu. Zacznijmy od rzeczy ogólnych. Do Budapesztu pojechałem samochodem. Z Wrocławia to kilka godzin. Na pierwszy rzut oka miasto wygląda ładnie, ale po bliższym przyjrzeniu widać, że są w rozwoju naście lat za nami. Przekłada się to jakoś na standard hoteli. Nasz był słabiutki. Co prawda mi jako facetowi stary, nieremontowany pokój i łazienka jakoś bardzo nie przeszkadzały, ale brak klimatyzacji już dawał się we znaki, zwłaszcza, że temperatura z początku wynosiła koło 30 stopni, a potem rosła. Ten argument co prawda traci nieco mocy, gdyż panie i seniorzy mieszkali w tym samym hotelu, ale na pewno miało to niezerowy wpływ na naszą grę. Ciężko się wyspać w takich warunkach. Poza tym hotel był dosyć daleko od miejsca gry. Ja akurat miałem samochód, ale na innych mogło mieć jakiś wpływ. Nie wiem jak to wyglądało w przypadku innych ekip, ale mam podejrzenia, że mimo wszystko nieco lepiej. Po drugie ilość gry. Z Jackiem mamy wyjątkowo intensywny sezon. Przed mistrzostwami mieliśmy co prawda chwilę przerwy, ale generalnie gramy mnóstwo. (piszę te słowa na lotnisku we Frankfurcie w drodze do Szanghaju) Z kolei Marcin z Krzyśkiem powinni przed takimi zawodami grać sporo, a grali bardzo mało. Wreszcie to po prostu jest sport i każdy czasem może mieć słabszą formę. Wszystko to pewnie po trochu złożyło się na kiepski występ. O takim szczególe jak "życzliwi" kibice w kraju nawet nie wspominam. Zjawisko takie występuje w każdym sporcie i kto chce grać w jakiejkolwiek reprezentacji, nie może się tym zanadto przejmować. Mogę jeszcze napisać, że w sierpniu nie gramy w brydża (nie licząc jednego weekendu w Rzeszowie), więc jeśli będziemy reprezentować Polskę na wrześniowej Olimpiadzie, to powinniśmy być wypoczęci i powinno być lepiej.