Bardziej udany swiss.

Udało się zająć drugie miejsce. Co prawda w Ameryce liczą się głównie zwycięstwa, ale grało ponad 170 drużyn, w tym sporo niezłych, więc dramatu nie ma. Turniej trwał trzy dni i też ma rangę nationalsa. Codziennie dalej awansowała połowa stawki. Wygrał team Onstott, który prowadził niemal od początku do końca, co z dnia na dzień przekładało się na duże carry over. Na sam koniec nieco osłabli i teoretycznie można było ich nawet dorwać, ale było bardzo ciężko. W finale mecz na nich graliśmy w trzeciej rundzie i trafił się akurat chyba jedyny słabszy występ Stana z Kevinem. U nas akurat ten stół wyglądał na wysoko wygrany, ale chłopakom parę rozdań nie poszło i skończyło się niewielką porażką. Cały czas jednak utrzymywaliśmy się w czołówce. Ostatnie cztery rundy graliśmy już z Izraelczykami. Dwie wysoko wygrane i umocniliśmy się na drugim miejscu, ale w przedostatniej znowu minusy, co prawda tylko dziewięć, ale przy tej skali to już coś koło 6:14 i sytuacja się skomplikowała. Ostatni mecz graliśmy na drużynę Cayne, czyli Lauria – Versace i Sementa – Tokay. Ten ostatni na szczęście (dla nas) trochę jednak od włoskich kolegów odstaje. Jakoś ich tam delikatnie dziobaliśmy, ale nic wielkiego się nie działo. Wreszcie przyszło kluczowe rozdanie. Kto był kim, to już się proszę domyślać na własną odpowiedzianość. Włoch otworzył 1 karo, a jeden z nas wszedł 1nt. Drugi dostał kartę:

 

K10x

W87x

109x

DW10

A, że byliśmy po partii, to wyciskał, wyciskal, aż w końcu wycisnął ten inwit. Drugi ochoczo przyjął i Turek wyszedł w karo. W ręce mamy:

 

AW9

xx

ADW

A98xx

Małe, małe, dama. Wygląda nieźle. Walet pik do króla i trefl na impas. Mustafa wziął królem i ponowił karo. Teraz trefl do stołu, pik do 9(impas stanął) i deklaracja dziewięciu lew. Tutaj jednak dziadek zauważył, że lew było w tym momencie dziesięć, z czym wszyscy się zgodzili. Ale wcześniej rgr myślał, że ma tylko osiem, stąd impas. Zresztą tak naprawdę to prawie że musiał stać. Obkładał pierwszy wist kierowy z K109x, ale wistujący miał dwa króle, więc wiedział, że jego partner ma cieniutkie otwarcie, więc powinien mieć przyzwoity kolor karowy. Akurat otworzył na 11 z Kxxxx. Na drugim stole Włoch nie dał inwitu, więc zyskaliśmy 10 impów. Nasi tym razem nie mieli rewelacji i okazało się, że wygraliśmy trzema. Dawało nam to w danej chwili drugie miejsce, ale potrzebowaliśmy dwóch dobrych wyników. Jeden team nie mógł wygrać zbyt wysoko, a w meczu dwóch innych potrzebny był nam remis lub niezbyt wysoka wygrana tych, co byli niżej. Jeden pomyślny wynik zjechał dosyć szybko, na drugi musieliśmy czekać długo. Okazało się, że drużyna, która była wyżej wygrała impem, więc wszystko rozstrzygnie się w ułamkach. Ostatecznie wyprzedziliśmy ich o 0,08 punktu, czyli praktycznie mniej niż dowolnego impa. I teraz gdyby nie impas ćwiczebny na 3 bez atu, to byłby imp mniej i miejsce trzecie. Wiadomo, że nic tak nie psuje dobrej opowieści jak fakty. Nasi w tym rozdaniu zdjęli na 1nt cztery lewy, więc swoje też dałoby impów dziesięć. O tym jednak nikt nie musi wiedzieć.

Finałowy dzień obfitował w dzikie rozdania. Dwa razy dostałem niecodzienną kartę. I dwa razy niezbyt dobrze sobie poradziłem. Raz było to:

 

-

AKW109xx

x

AKD9x

My w niekorzystnych, z lewej dwa karo blok, z prawej 3 pik inwit. Różne rzeczy mi chodziły po głowie, może 4 karo, może 4 bez atu i potem szlemik w kiery, tylko skąd ten biedny partner będzie wiedział z czym przenieść w 7 trefl lub dołożyć w kiery. W końcu skoczyłem od razu w 6 kier. Akurat partner by wiedział, bo miał dwa asy, w treflach Wxx, a w kierach singla. Ale przynajmniej dostałem kontrę, więc zyskaliśmy 6 impów, bo na drugim stole też szlemik w kiery. 7 karo było za 1700, czyli do minimaska straciłem impa. W drugim było gorzej.

-

AD108xx

AKDWxx

x

Mogę tylko powiedzieć, że rozdanie było wredne, bo chyba nikt z tą kartą nie wziął zapisu, ale my oddaliśmy dosyć duży. Partner dokładał nawet sporo punktów, ale 7 pików i 4 trefle. W dodatku wszystko się krzywo dzieliło.

W poniedziałek kilku z nas miało lot dopiero 22:30, więc postanowiliśmy jeszcze chwilę pozwiedzać. Tym razem zaliczyliśmy galerię sztuki. Mają parę fajnych obrazów. Z bardziej znanych np autoportret VanGogha. Później byliśmy w muzeum indiańskim. Też bardzo fajnie zrobione. Z czystym sumieniem polecam. Tempreratura nadal była nieznośna, ale pomieszczenia były klimatyzowane, a na zewnątrz przebywaliśmy dosyć krótko, więc dało się przeżyć. W sierpniu gram tylko w Rzeszowie w przyszły weekend, a poza tym wolne. Na pewno małe wakacje się przydadzą.