Po Sanyi - wywiad z Bocchim i Versace

Bezpośrednio po powrocie z Sanya, Norberto Bocchi i Alfredo Versace zgodzili się udzielić wywiadu portalowi Neapolitan Club (www.neapolitaclub.altervista.org). Celem wywiadu było podzielenie się refleksjami o przyszłości brydżowego świata, ale nie dało się także uniknąć pytań o przyszłość Blue Teamu. Wywiad został przeprowadzony w formie telekonferencji pomiędzy Rzymem i Barceloną.

Camponeschi: Witajcie po powrocie z Sanya. Chciałabym porozmawiać z Wami o ostatnich mistrzostwach świata. Ich organizacja wzbudziła wiele narzekań i skarg (na temat kosztów, lokalizacji, komunikacji, sponsorów). Co było nie tak?

Versace: Szczerze mówiąc, to była jedna z najgorszych imprez brydżowych w historii. Po pierwsze, lokalizacja: Sanya jest miejscem, do którego trudno dotrzeć, dla większości graczy bardzo odległym i drogim. Drużyny bez bogatych sponsorów, jakich mieliśmy ja i Norberto, nie miały szans na start. Pamiętam, że w Lille w Rosenblum Cup startowało około 400 teamów. W Sanya 123. A w mistrzostwach kobiet tylko 28. Prawdziwe fiasko! Ale łatwo to wytłumaczyć, gdy weźmiemy pod uwagę koszty - około 1000-1200 euro za przelot, 3 jedyne dostępne hotele po 200 dolarów za dobę, wszystko było drogie, od jedzenia, po parę klapek, za które zapłaciłem 40 euro. Jak może brydżysta, nie mający sponsora, pozwolić sobie na wydanie 5000 euro aby spędzić tydzień w Sanya? To była prawdziwa antypropaganda brydża. WBF znalazła ważnego sponsora - firmę Red Bull, której marką nazwano mistrzostwa, ale nie jest jasne, po co był ten sponsor. Innymi słowy, na co poszły pieniądze od sponsora? Sponsor powinien uczynić mistrzostwa bardziej dostępnymi, sfinansować start teamów juniorów. Poza kosztami podróży i pobytu, dochodzi jeszcze wpisowe - 1200 dolarów do teamów mikstowych, a 600 do par. Gracze nie sponsorowani nie mogą sobie na to pozwolić. Podkreślam jeszcze raz, przesłanie z tej sytuacji jest takie, że jedynie gracze z bogatymi sponsorami mogą grać. To są mistrzostwa otwarte - powinny odbywać się w miejscach, gdzie każdy mógłby przyjechać, aby zmierzyć się z mistrzami. Jedną z atrakcji takich mistrzostw dla graczy jest możliwość zagrania przeciwko mistrzom świata. Powinny być dostępne dla wszystkich, a nie były.

Bocchi: Mogę tylko zgodzić się z Alfredo. Nie skarżę się na Chiny jako na gospodarza, ale raczej dotyczy to Sanya. Przykładowo, do Pekinu czy Szanghaju łatwo się dostać, oferują też dostęp do hoteli czy restauracji o większej rozpiętości cenowej. Sanya leży na wyspie, gdzie są tylko luksusowe hotele i wybór jest bardzo ograniczony. Restauracje także były drogie. Kawa w naszym hotelu kosztowała pomiędzy 7 a 8 euro. Zawodowcy, opłacani przez sponsorów, są mniej skupieni na kosztach, ale te ceny nie współgrają ze strategią promocji brydża. Brydż powinien być sportem dostępnym dla wszystkich, a nie sposobem na robienie interesów dla niektórych. Mam nadzieję, że WBF znajdzie jeszcze więcej sponsorów, ale ci sponsorzy będą działali w kierunku promocji brydża, tzn. jego popularyzacji oraz zaoszczędzeniu pieniędzy uczestników imprez mistrzowskich.

Versace: Chciałbym powiedzieć więcej o roli sponsora. WBF wybrała tą lokalizację, ponieważ Red Bull jest chiński. Ale jaka jest korzyść z posiadania takiego i innych jeszcze sponsorów, jeżeli koszty były zaporowe dla graczy? Z krajów europejskich o wielkich tradycjach brydżowych (Włoch, Holandii, Francji) grały tylko nieliczne teamy. Włochy nie wystawiły nawet drużyn w konkurencjach kobiet i seniorów. Wiele krajowych federacji nie wysłało swoich reprezentacji i to jest fakt, który powinien dać wiele do myślenia.

Camponeschi: Czy były jeszcze jakieś problemy?

Versace: Myślę, że nawet ci, którzy nie byli w Sanya, zauważyli, że przekaz internetowy nie był dobry. Zatrważające było to, że transmisję z finałów powierzono OurGame, eksperymentalnej platformie, która zawiodła wielu oglądających. Ponieważ połączenie internetowe było rwane, przekaz wyników na bieżąco był mało zadowalający. No i trzeba dodać niewygody, spowodowane brakiem dostępu do Internetu.

Bocchi: Więc tak, mamy wielkich sponsorów, którzy płacą, takich jak Red Bull i OurGame, ale nic nie działa, koszty są wysokie, gracze nie mają z tego żadnych korzyści ani zachęt. Dla przykładu, nie było nawet kserokopiarki, aby skopiować system czy kartę konwencyjną.  

Camponeschi: Biorąc pod uwagę frekwencję, czy to były prawdziwe mistrzostwa świata?

Versace: Aby wesprzeć punkt widzenia Norberto, dodam, że trzy najlepsze drużyny walczyły o awans. Drugi z faworytów, mój team (Cayne), był praktycznie wyeliminowany; trzeci (Nickell) musiał wysoko wygrać aby awansować, a główny faworyt (Monaco) odpadłby, gdyby przegrał dziesięcioma punktami. To pokazuje, że 7-rozdaniowe mecze dają bardzo losowe wyniki. Możemy tak grać, ale nie nazywajmy tego mistrzostwami świata.. Widzisz, jeżeli grasz siedmiorozdaniowe mecze przez tylko dwa dni, wszystko może się zdarzyć, a tylko tą drogą możesz awansować do fazy play off. A trzeba podkreślić, że w play off, nawet w meczu krótszym, niż w Rosenblum Cup, silniejszy team wygrywa. Chcę tutaj skorzystać z okazji i pogratulować drużynie Mazurkiewicza, która zasłużyła na zwycięstwo, a w szczególności Michałowi Klukowskiemu, który, jak myślę, jest najmłodszym graczem, jaki kiedykolwiek zdobył to trofeum.

Camponeschi: W jakim celu WBF wprowadziła nowy, krótszy, format tych rozgrywek?

Versace: Nie wiem, ale myślę, że organizatorzy powinni zapytać najbardziej doświadczonych graczy przed wyborem sposobu rozgrywania mistrzostw. Norberta, ja, i wielu innych gramy w mistrzostwach od dawna i wiemy co nieco o tej grze. Moglibyśmy zasugerować sposób rozgrywania turnieju, lokalizację, podpowiedzieć coś na temat organizacji. Jednym z celów, dla których zgodziłem się na ten wywiad, jest wysunięcie zarzutu. W przyszłym roku będziemy grać mistrzostwa Europy za kręgiem polarnym, w Tromso (Norwegia), uważanym za jedno z najdroższych miast w Europie. Kto chciałby pojechać za krąg polarny i wydawać 20 euro na drinka? Ze smutkiem muszę stwierdzić, że brydż staje się sportem tylko dla zawodowców.

Camponeschi: Alfredo, dotknąłeś sprawy, która jest bardzo bliska sercu Norberto. Zasugerował on kiedyś potrzebę utworzenia czegoś w rodzaju związku zawodowego brydżystów. Innymi słowy, chciał on, aby opinia graczy była brana pod uwagę przez WBF przy wyborze miejsca i sposobu rozgrywania imprez mistrzowskich.  

Bocchi: Nikt nas nigdy nie pytał o takie sprawy. Dlatego kilka lat temu zasugerowałem utworzenie zrzeszenia graczy, aby wzmocnić nasz głos w tych sprawach. Prosimy tylko o to, abyśmy mogli doradzać, i myślę, że nasze opinie byłyby użyteczne dla EBL i WBF. Chcielibyśmy mieć swoje miejsce w procesie podejmowania decyzji, dla dobra brydża. W chwili obecnej te decyzje są podejmowane bez nas, bez graczy. Chcielibyśmy doprowadzić do tego, aby w mistrzostwach chciało i mogło grać 250 teamów, cieszyć się brydżem bez wydawania fortuny. Ponadto, przy tak masowym udziale, dałoby się wygospodarować fundusze na zaproszenie drużyn juniorskich. Musimy na nowo przemyśleć to wszystko, bo w aktualnych okolicznościach brydż może umrzeć. Alfredo i ja już mamy swoje osiągnięcia, ale trzeba pomyśleć o młodzieży i o prawdziwej strategii rozwoju dla brydża.

Camponeschi: Alfredo, a co Ty  byś sugerował dla uzdrowienia aktualnej sytuacji?

Versace: Uważam, że mistrzostwa powinny wrócić do miejsc, w któ®ych bywały. Poprzednie cztery edycje Rosenbluma rozegrano w Lille, Montrealu, Weronie i Filadelfii. Miastach, które mogą przyjąć każdą liczbę teamów i wszystkich - graczy, organizatorów, kibiców, przyjaciół. Ponadto, jeżeli pozyska się sponsorów, niech to przełoży się na korzyści dla graczy, wszystkich graczy: także tych, którzy przyjeżdżają, aby spróbować swoich sił w walce z mistrzami. Jeżeli nie zahamujemy wzrostu kosztów, będziemy grali na 30 teamów. Chciałbym podkreślić, że jest to zabójcze dla brydża. Norberto i ja nie walczymy o sponsorów, bo jesteśmy zawodowcami. Mówię o tych, którzy nie mogli przyjechać do Sanya. Być może w przeszłości organizacja byłą lepsza. Podam przykład federacji włoskiej, która zorganizowała w Rzymie turniej teamów w Rzymie, w pięknej lokalizacji, w tym samym czasie, co odbywały się mistrzostwa w Sanya. Wielu graczy nie mogło wziąć w nim udziału.

Camponeschi: Następne mistrzostwa świata odbędą się w Chennai w Indiach.

Bocchi: To zupełnie inna sprawa, gdyż to są mistrzostwa zamknięte, gdzie tylko wcześniej kwalifikujące się drużyny będą mogły zagrać. Gdy turniej nie jest otwarty, lokalizacja gra mniejszą rolę. W przeciwieństwie do tego, jednym z celów turnieju takiego, jak Rosenblum, jest zachęcenie jak największej liczby graczy do startu.

Versace: Ja uważam, że organizowanie mistrzostw w odległych miejscowościach daje efekt odwrotny od zamierzonego. Ponadto, równolegle z Bermuda Bowl rozgrywane są mistrzostwa teamów transnational.

Camponeschi: Jak wiecie, Włochy nie zakwalifikowały się do Bermuda Bowl w Chennai. Czy zamiast tego zagracie w mistrzostwach teamów transnational?    

Versace: Nawet o tym nie myślę. Tym razem pooglądam sobie mecze w brydżramie.

Bocchi: Grając w transnationalach, gdy inni walczą o Bermuda Bowl, czułbym się jak ubogie dziecko, zaglądające przez okno do sklepu z zabawkami.

Versace: Faktycznie. Grałem w transnationalach tylko raz. Czułem się, jakbym podglądał lepszych przez dziurkę od klucza.

Camponeschi: Kto jest winny temu, ze Blue Teamu nie będzie w najbliższym Bermuda Bowl?

Versace: Na pewno Alfredo, bo nie zdołał się zakwalifikować. Ale także trochę i Norberto, bo nie przybył pomóc drużynie wywalczyć awans. Więc obaj jesteśmy odpowiedzialni, ale ja na pewno bardziej od Norberto.

Bocchi: To nie wina moja, ani Alfredo. My, gracze, nie liczymy się za bardzo - decyzje zapadają gdzie indziej. Startowałem w rozgrywkach kadrowych w teamie Lavazza, więc nie mogłem przeskoczyć do innego sponsora (Angeliniego). To byłoby nienormalne i nieprofesjonalne. Włoska federacja nie stworzyła warunków, abyśmy mogli zagrać razem.

Versace: Chciałbym coś tutaj dodać. Nie wydaje mi się, aby to był koniec świata, jeżeli stracimy jedne mistrzostwa świata. Zdarzało się to wielu silnym graczom - nawet Meckstroth i Rodwell nie grali w kilku mistrzostwach świata, a wygrali ich więcej od nas. Żałuję bardzo, że nie zagram w najbardziej fascynującym i ekscytującym turnieju brydżowym, Bermuda Bowl. Ale nie rwijmy z tego powodu włosów z głowy. Znajdę sobie w tym czasie jakieś zajęcie, nie będę za bardzo cierpiał.

Camponeschi: Jakieś zajęcie? Myślę, że będziecie zaangażowani jako komentatorzy?

Versace: No tak, o ile nikt nie wykupi praw do transmisji, aby ich nie pokazać.

Camponeschi: Obecność Norberto skłania mnie do zadania jeszcze jednego pytania Alfredo: na pewno czytałeś list, w którym Bocchi, Duboin i Madala ogłaszają, że nie będą dostępni przy wyborze reprezentacji na najbliższe mistrzostwa Europy. Jaka była Twoja reakcja?

Versace: Chciałbym myśleć, że był to żart. Czytałem to z prawdziwą przykrością. Nie wyobrażam sobie przyszłości Blue Teamu bez Norberto, Giorgino albo Agustina. Wspólnie wygraliśmy bardzo dużo, tym bardziej bolesna była dla mnie lektura tego listu i nie chciałem uwierzyć, iż jest to prawda. Dla dobra włoskiego brydża wolałbym myśleć, iż był to żart.

Bocchi: To jest tak, jak w sytuacji, gdy mąż dowiaduje się, że żona go zdradza. Mąż nie chce w to wierzyć, ale najczęściej okazuje się, że jest to prawda.

Versace: Norberto i ja znamy się od bardzo dawna, przez 5 lat graliśmy w parze, a przez 25 w jednej reprezentacji. Dalej chciałbym wierzyć, że jest to żart.

Bocchi: Niestety, nie.

Camponeschi: Alfredo, czy możesz potwierdzić, że Twój przyjaciel i partner z teamu Mustafa Cem Tokay stara się o prawo stałego pobytu we Włoszech?

Versace: Tak, mogę potwierdzić, że Tokay wkrótce będzie mieszkańcem Włoch. Jest moim przyjacielem i partnerem z teamu Angelini. Wszyscy cieszymy się z jego decyzji, także dlatego, że jest utalentowanym młodym graczem, który może zrobić jeszcze spore postępy.

Camponeschi: Czy Tokay będzie mógł grać w reprezentacji Włoch w najbliższych mistrzostwach Europy?

Versace: Oczywiście. Tak, jak było to z Madalą, może być też z Tokayem.

Bocchi: Widzisz? Już ktoś czai się na nasze miejsce. Wycofanie się było słuszną decyzją (ze śmiechem).