Jak zdeklasować finalistów mistrzostw Polski par?

Rozmowa z mistrzem Polski par, Ryszardem Kiełczewskim.

M.W. Co trzeba, aby para, która nigdy wcześniej nie grała z sobą, wygrała tak wyraźnie finał MPP?

R.K. Dobre pytanie. Odpowiem okrężnie – wśród licznych moich partnerów miałem zaledwie 3-4 takich, z którymi siadałem do gry w jakimś niezwykłym komforcie psychicznym. Sam nie jestem łatwym partnerem i nawet ukułem na tę okoliczność pewne „prawo” – strawestowane prawo Archimedesa o ciele zanurzonym w cieczy – „prawo Kiełka” – „każdy gracz grający z Kiełkiem traci tyle na swej wartości, ile wynosi różnica umiejętności pomiędzy nim, a Kiełkiem. Nieważne w którą stronę tę różnicę licząc”.

            Prawo to nie działa zaledwie na nielicznych. Poważnie. Jednym z nich okazał się Jacek Grzelczak.

            W czasie 150 rozdań nie doszło między nami do żadnej scysji, choć, dwa razy podnosiłem głos. Wyniknęło to po części z mojego belferskiego usposobienia, a po części z faktu iż uważam, że gracz, który natychmiast oponuje na zwracaną mu uwagę (np. dotyczącą ważnego ustalenia) wytwarza blokadę pomiędzy wygłaszającym uwagę, a sobą i szkoda czasu na kontynuowanie uwagi.  Wtedy bywam wojskowym kapralem.

            Jacek szybko to pojął i byliśmy chyba najbardziej pokojowo usposobioną parą na tych zawodach.

            Zawody zresztą od początku ułożyły się dla nas bardzo przychylnie. Nagrane prawie 65% w pierwszej 10-ce eliminacji pozwoliły spokojnie dowieźć się do pierwszego awansu na dobrym 10 miejscu. Małą zadyszkę zanotowaliśmy na starcie ćwierćfinału i wtedy nastąpił mój pierwszy dyscyplinujący „spicz”. Potem - aż do końca - było tylko coraz lepiej, a sprzyjające nam szczęście pozwalało – szczególnie w finale - odjeżdżać od peletonu na coraz bardziej bezpieczną odległość.

            Nie byliśmy nigdy zmuszeni do „gry taktycznej”, co przynosiło nam maksy z niczego, kiedy taką grę stosowali nasi przeciwnicy wykonujący „rzut na taśmę”. Nawet zdarzyło się to na ostatnim stole, gdzie bezkompromisowy Grzesio Gardynik zmuszony nas ograć co najmniej 24-4, już w pierwszym rozdaniu chciał odbiec od sali i faktycznie mu się to udało, jednak ze skutkiem dokładnie odwrotnym. W drugim rozdaniu mogliśmy już nie grać. Jeśli komuś wydaje się, że to jedno ostatnie rozdanie można przeżyć na bezdechu, to przypomnę, że znam wiele przypadków dramatów w ostatnim rozdaniu i uniknięcie tego było dużym dobrodziejstwem od Piatnika. 

 

M.W. Jak obszerne były Wasze ustalenia systemowe? Jak były robione (przed turniejem, Internet)?

R.K.W środę po południu zatelefonował do mnie kolega z drużyny (INTRA Łódź) Jacek Grzelczak. Mamy grać ze sobą w barażu o utrzymanie w II lidze. Dobrze byłoby zagrać coś w realu, bo trening na BBO to jednak nie to samo. (Nb. żadnego treningu na BBO nie zaliczyliśmy). Może wybierasz się do Warszawy na majówkę?

            Na Majówkę się nie wybierałem z powodów podobnych, jakie wymieniał generał Józef Bem, w kwestii dlaczego ponosiliśmy klęski. Na tym rozmowa się zakończyła i zacząłem przedumywać nad przebraniem się w piżamę. Niedługo potem zadzwonił ponownie Jacek – słuchaj – powiada – a jakbyśmy ci załatwili te armaty, to podjąłbyś się walki? Po sześcio i pół sekundowym namyśle przystałem na propozycję i zamiast przebierać się w piżamę, zacząłem się pakować. Natychmiast też wysłałem jeden z Wujotów jakie mam w komputerze, by Jacek przynajmniej przejrzał czym się będziemy posługiwać. 

Jacek szybko odesłał mi odpowiedź: System przejrzałem. Żadnych sensacji nie znalazłem, możemy tak grać. Jak mi się jeszcze coś przypomni to pewnie porozmawiamy już w Warszawie.

W czwartek pół godziny przed turniejem jeszcze sobie to i owo z systemu sobie poprzypominaliśmy (on lepiej – jako nie autor, jak się później okaże) i zasiedliśmy na cztery dni wytężonego wysiłku. Wiatry nam sprzyjały, atmosfera w parze też była znakomita, rozdania wydawały się nie być wrednymi (oczywiście nie wszyscy podzielą nasz pogląd), a rytm i jakość gry układała się jak w scenariuszach Hitchcocka – najpierw trzęsienie ziemi, a potem napięcie ma rosnąć.  Tak rosła jakość naszej gry.

 

M.W. Czy uważasz, ze granie w parze ad hoc przez przyzwoitość i szacunek dla partnera wymusza większą staranność?

R.K. Tak! Jest to wprawdzie stan bardzo kruchy, ale udało nam się go utrzymać przez cały dystans 150 rozdań, a udane zagrania partnera podnosiły stan wzajemnego zaufania.

Tu zacytuję w miarę wiernie wypowiedź Jacka do jednego ze swoich kolegów: „Można się czuć bardzo komfortowo przy stole, jeśli partner bierze tyle lew, ile się należy, licytuje to co zawsze rozumiem i wistuje zawsze tak, jak trzeba.”

            Ja mógłbym to powtórzyć kropka w kropkę.

            Jacek zresztą miał w turnieju kilka zagrań które można byłoby określić jako przymiotnikową intuicję, które wprowadziły mnie w zdumienie.  Była to trafiona palcówka na 5♠ w rozdaniu poniższym:

 

            Rozgrywacie kontrakt 5♠ z pozycji E po licytacji (WE po partii, NS przed):

 

       W

N

E

S

 

pas

1BA

2♥

4♥

5♥

5♠

pas…

 

            Zawistowano w króla kier. Bierzecie asem i zagrywacie pika. S bierze królem i kontynuuje pika do asa od N, który wychodzi w ♦5. Jak rozwiążecie problem koloru karowego? Na razie prosto – puszczamy do asa. Od S wyskakuje dama. Zagrywamy ponownie karo i N dokłada 9-kę. Impasujecie, czy gracie na podział  kar 2-2?

 

♠ W108632

N

W            E

S

♠ D94

♥ 3

♥ A106

♦ A87642

♦ K103

♣ -

♣ AK94

 

            Ja bym w życiu nie trafił tej palcówki.  Jacek trafił. Wszak zagranie spod waleta dla mnie nie wchodziłoby w rachubę przy takim stole. Mogłoby to bowiem być jedynym sposobem na wypuszczenie kontraktu przy D10 u rozgrywającego i królu z blotką u partnera. Jak to Jacek trafił to jego słodka tajemnica. Całe rozdanie:

 

 

♠ A7

 

 

♥ W875

 

 

♦ W95

 

 

♣ W1032

 

♠ W108632

N

W            E

S

♠ D94

♥ 3

♥ A106

♦ A87642

♦ K103

♣ -

♣ AK94

 

♠ K5

 

 

♥ KD942

 

 

♦ D

 

 

♣ D8765

 

 

            Czy była to diabelska pułapka, czy zadziałał prosty syndrom „nie chodź bawole w czego nie ma w stole” - nie śmiałem zapytać, będąc w krótkim szoku pomiędzy dołożeniem przez Jacka 10-ki i nie dołożeniem do koloru przez S.

            Zwracam uwagę, że Jacek trafił palcówkę także w licytacji. Był – być może jedynym - który zalicytował 5♠ z ręką E. Nie jest to tuzinkowa decyzja, ale jej skuteczność była porażająca. Większość kontrowała 5♥, a wynosił W.

 

            W innym rozdaniu Jacek spasował z ręką N na moje otwarcie 3♣ (obie przed), co zaowocowało zapisem na naszą stronę za wpadkę bez dwóch na 4♥ przeciwników:

 

 

♠ AD10842

 

 

♥ W

 

 

♦ KDW83

 

 

♣ 9

 

♠ -

N

W            E

S

♠ K9653

♥ D8765

♥ AK32

♦ A10652

♦ 94

♣ DW10

♣ 83

 

♠ W7

 

 

♥ 1094

 

 

♦ 7

 

 

♣ AK76542

 

 

            Takie decyzje mogły być podejmowane wyłącznie w parze czującej pełny komfort psychiczny.

 

M.W. Wiem, że prowadzisz ewidencję tych, z którymi grałeś. Który to Twój partner?

R.K. Już 656…

 

M.W. Może jeszcze kilka rozdań?

R.K. Proszę bardzo…

 

We wcześniejszych etapach mistrzostw najbardziej nasze konto zasilali wysoko uwukowieni przeciwnicy. Oto dwa niepodzielne maksy podarowane przez  dwie pary o łącznym WK 68:

 

NS po partii, rozdawał E.

 

♠ 106

 

 

♥ 9864

 

 

♦ KD62

 

 

♣ 987

 

♠ 942

N

♠ KW3

♥ DW75

W             E

♥ K2

♦ W

♦ 9854

♣ KW1063

S

♣ A542

 

♠ AD875

 

 

♥ A103

 

 

♦ A1073

 

 

♣ D

 

 

Popatrzcie na licytację:

       W

N

E

S

 

 

pas

1BA(?)

ktr.(?!)

pas

2BA

pas

3♣

pas

pas

ktr.

pas

3♥

pas

3♠

pas

4♦

ktr.

pas…

 

            Jak to się stało, że N przegrał ten kontrakt bez dwóch, za 500, to już nawet nie pamiętam. Wist był w króla kier, przepuszczony, kontynuacja kiera, a dalej to już tylko nacht und neibel und szamotanina...

 

            W trakcie którychś drużynowych ME redaktorzy codziennego biuletynu stworzyli w nim kącik o tytule „Free Gifts Department”, co z grubsza można przetłumaczyć jako dział darmowych prezentów. Bez najmniejszej wątpliwości mogło się w nim znaleźć rozdanie:

Obie przed, rozd. S

 

♠ DW95

 

 

♥ W32

 

 

♦ 108

 

 

♣ D874

 

♠ K73

N

♠ 106

♥ K987

W             E

♥ D10

♦ A63

♦ KDW7542

♣ 632

S

♣ 95

 

♠ A842

 

 

♥ A654

 

 

♦ 9

 

 

♣ AKW10

 

 

            Zagraliśmy w nim kontrakt 2♦ z rekontrą +2 za 960, czyli tak  na 6 lat przed chrztem Polski. Nasi przeciwnicy, to stała para klubowa. Coś tam uzgadniali jeszcze po tym rozdaniu. Mają w tym wprawę – chyba niedługo będą obchodzić 20-lecie uzgodnień. Co najmniej 20-lecie…

 

W którejś z rund przyszło nam rozgrywać rozdanie, moim zdaniem, najbardziej urokliwe z całego turnieju. W każdym razie nic piękniejszego nie widziałem. Licytowano:

 

       W

Kiełczewski

N

Jaszczak

E

Grzelczak

S

Leśniewski

 

 

 

pas

pas

1♥

1BA1)

ktr.

pas

2♥(?)

ktr.

rktr.

pas…

 

 

 

1)młodsza 5-ka, starsza 4-ka

 

♠ A94

 

 

♥ AK754

 

 

♦ 52

 

 

♣ 876

 

♠ 76

N

♠ KD105

♥ W108632

W             E

♥ -

♦ 763

♦ D984

♣ D3

S

♣ AKW92

 

♠ W832

 

 

♥ D9

 

 

♦ AKW10

 

 

♣ 1054

 

            Jacek rozpoczął trzykrotnym zagraniem w trefle. Usunąłem jedno karo. Ale tylko jedno. Widząc ♥9 w stole, spokojnie liczyłem nasze lewy, zwłaszcza, gdy w czwartej lewie partner napoczął piki królem. Zaniepokoił i uczujnił mnie wprawdzie bardzo długi namysł „Jaszcza”. A potem już tylko, niestety, dokładałem karty. A oprawca zabił asem pik, zaimpasował karo, zagrał ♥9 – podłożyłem 10-kę, bo rozdanie było roznegliżowane co do jednej karty i ponownie zaimpasował karo. Kolejne karo przebiłem 8-ką (przebicie malutkim nic nie dawało), a Andrzej wyrzucił pika. Odszedłem w kiera (odebranie pika nic nie zmieniało), ale kolejne karo, przebite już tym razem małym kierem, zostało nadbite. Rozgrywający odepchnął się pikiem i pokazał dwukartowe widełki kierowe. Do sukcesu obrońców prowadziło piekielnie trudne zagranie w czwartej lewie w potrójny renons treflem, żebym mógł pozbyć się drugiego kara.

 

            Ale zemsta choć leniwa…

            W ścisłym finale odgrywaliśmy się w takim rozdaniu:

Obie po, rozd. S.

 

♠ 986

 

 

♥ 52

 

 

♦ 9

 

 

♣ KD87543

 

♠ W753

N

♠ AK102

♥ AD1086

W             E

♥ W93

♦ KD6

♦ A1054

♣ 6

S

♣ A2

 

♠ D4

 

 

♥ K74

 

 

♦ W8732

 

 

♣ W109

 

 

            Licytacja:

       W

Leśniewski

N

Kiełczewski

E

Jaszczak

S

Grzelczak

 

 

 

pas

1♥

pas

2♣

pas

2♥

pas

2♠

pas

3♠

pas

6♠

pas…

            Mój partner wykonał niebanalny wist ♥4. „Jaszczu” po starannym przemyśleniu sprawy doszedł do wniosku, że powinien to być wist w singla i trzepnął asem. „Zachęciłem” 2-ką. Teraz nastąpiło zagranie pika do 10-ki i damy. Jacek kontynuował swój przebiegły plan, wychodząc ponownie w kiera blotką. „Zrzuciłeś 2-kę, więc albo miałeś czwartego waleta, albo dubla. Jak dubla, to lewa kierowa mi nie ucieknie, a jak 4, to przecież jak Andrzej nie podłożył  w pierwszej lewie damy, to nie podłoży teraz dopiero, a potem będzie ci impasował mojego króla” – wyjaśnił mi ten przebiegły człowiek.

            Mieliśmy oczywiście 100% z rozdania. Zważywszy, że szlemika zalicytowały tylko 3 pary, jedno dołożenie stanowiło obrót 1,75 maksa.

 

M.W. Tak grając, faktycznie zasłużyliście na tytuł. Gratulacje, i cóż… Czego można życzyć? Kolejnych partnerów i kolejnych tytułów..