Vegas - podsumowanie Michała Nowosadzkiego

Dobiegł końca kolejny duży turniej w USA. Naszymi wynikami nie będziemy się chwalić przed wnukami, ale tak to już jest w tej grze, że raz się wygrywa, a raz nie do końca.
W weekend odbył się turniej teamów typu swiss. Wystartowało 191 drużyn. Do drugiego dnia awansowało 100. Reesa, który poleciał na wycieczkę do Rosji, zastąpiła Petra Hamman (nazwisko jakoś tak znajome). Cały czas szło jak po grudzie, przeciwnicy kąsali, grali wszystkie szlemiki i końcówki i ledwo udało się awansować do drugiego dnia. Byliśmy na miejscu 96. Niestety przełożyło się to na praktycznie zerowe carry over, podczas gdy liderzy otrzymali 30vp - z meczu można było zdobyć 20, a grało się 8 rund. Spora strata. Dobra gra i komplet zwycięstw drugiego dnia pozwoliły nam przesunąć się na miejsce ósme. Co prawda w Ameryce liczą się wygrane, ale tego wyniki wstydzić się nie musimy, zwłaszcza że turniej był bardzo silnie obsadzony.
Z rozdań chciałbym przytoczyć jedną staranną rozgrywkę Rafała. Nasi dopadli ostrych 3nt. W dwóch kolorach mieli dwie lewy, w trzecim AD w ręce do blotek w stole, a w czwartym (treflach) AKW75 w ręce do 1096 w stole. Rafał znalazł się w dziadku i musiał wykonać dwa impasy, a więcej dojść nie było. Zagrana została 10 trefl, małe, z ręki starannie siódemka, a z lewej ósemka(!). Odblokowanie pozwoliło teraz zagrać dziewiątkę i zawsze utrzymać się w stole. Niby nic wielkiego, ale na takiej starannej grze zdobywa się punkty.
To tyle z tegorocznego Vegas. Pora wracać do domu.