Sanya - próba podsumowanya

Zakończyła się kolejna wielka impreza. Kolejny efektowny występ polskich brydżystów - najlepsze dla nas otwarte mistrzostwa świata w historii. Przebite zostało Albuquerque 1994, gdzie mieliśmy 2 złote (Leśniewski - Szymanowski pary open, Hocheker - Kowalski pary mikst), 1 srebrny (Otvosi - Borewicz, Gawryś - Lasocki, Balicki - Zmudziński -Rosenblum Cup) i 1 brązowy (Harasimowicz - Leśniewski pary mikst). Tutaj zdobyliśmy dwa złote medale - MAZURKIEWICZ (Mazurkiewicz - Jassem, Gawryś - Klukowski, Gołębiowski - Starkowski) w Rosenblum Cup, Kowalski - Romański (grający w międzynarodowym teamie MILNER) w Rand Cup, dwa srebrne - Kalita - Nowosadzki w parach open, Pszczoła, grający z Wortel w parach mikst oraz Brewiak - Gaweł w teamach mikst w międzynarodowym teamie ROSSARD.

Jak na tym tle można ocenić występ graczy naszego teamu?

Per saldo na pewno pozytywnie. Trzy medale - dwa srebrne i jeden brązowy to na pewno sukces. Ale na ocenie kładzie się cieniem słaby występ w Rosenblum Cup. Drużyna, która była wymieniana w gronie faworytów, będąca według rankngu WBF na szóstym miejscu wśród startujących teamów nie przebiła się do fazy play off. A tam wszystko mogło się zdarzyć, czego dowodem są końcowe rezultaty. Być może po powrocie graczy będzie można powiedzieć coś więcej - piszę to tylko na podstawie suchych wyników.

No i podsumowanie całości imprezy... Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że wiele czynników, pozostających w gestii World Bridge Federation wpłynęło na obniżenie prestiżu poszczególnych turniejów i przez to zdeprecjonowanie tytułów. Sprinterskie tempo rozgrywania konkurencji, skrócenie dystansu w teamach, finałów w turniejach par nie jest chyba kierunkiem, jakiego oczekują gracze czołówki światowej, dla których powinna być ta impreza organizowana.

Podam na przykład, jak zmieniała się formuła eliminacji Rosenblum Cup - w Genewie, w 1990 rooku, przed wyłonieniem 32 grających w fazie play off teamów, odbyły się 4-dniowe, trójstopniowe eliminacje w grupach, łącznie około 220 rozdań. W Lille, 1998, trzydniowe eliminacje w grupach, około 230 rozdań, potem w play off 64 teamy, mecze 64-rozdaniowe. A w Sanyi? Dwa dni, po 8 7-rozdaniowych rund na dochodzenie, potem 42-rozdaniowe mecze play off, finał 56-rozdaniowy...

W finałach turniejów par zawsze rozgrywano po 3 rozdania systeme "każdy z każdym", w Sanyi - po dwa...

Czemu to ma służyć? Zapowiedzi, że formuła otwartych mistrzostw świata będzie analogiczna, jak otwartych mistrzostw Europy - 7 dni mikstów, 7 dni na pozostałe konkurencje - nie wróży poprawy. Ze sportowego punktu widzenia wydaje się to być zachwianiem równowagi - tydzień na walkę o dwa tytuły mistrzowskie (pary i teamy mikst) i tydzień na sześć pozostałych...

Ponadto można mieć wiele zastrzeżeń do spraw organizacyjnych. Po pierwsze, lokalizacja - brydżyści zagłosowali nogami... 123 teamy w Rosenblumie to najmniej w ostatnich latach. W Lille w 1998 roku było ich 255. Turnieje par seniorów (33 pary w elimiacjach) i kobiet (46 par w elimiacjach) najlepiej chyba o tym świadczą. Katastrofalny był dostęp do wyników - "na bieżąco" bywały rzadko, a w pewnym momencie został odcięty całkowicie. Ci, co byli na miejscu, dołożą pewnie jeszcze trochę kwiatków...

Czyżby to był znak czasów? Szybciej, nie mylić z "citius, altius. fortius", drożej i do następnego razu?

Marek Wójcicki