Relacja z pierwszego knockoutu

O wyższości rozwiązań subtelnych nad siłowymi.

 

            Do Dallas przylecieliśmy w czwartek po południu. Samo miasto nic ciekawego, raczej nowe, żadnych obiektów wartych obejrzenia, może ewentualnie poza miejscem gdzie zastrzelili Kennedy'ego. Z okna hotelu fascynujący widok autostrady.

            W piątek usiedliśmy do knockoutu – jak zwykle, teamy dzielone są pod względem siły gry na grupy po 16, gra się play-off od początku do końca – przegrywający kończy występ. Nasz team to sponsor Reese Milner z Hemantem Lallem, Rafał Jagniewski z Wojtkiem Gawłem i Jacek Kalita ze mną. Każdy mecz 2x12 rozdań. Pierwszą składkę pauzowaliśmy. R&W mieli jedno przyzwoite rozdanie – panowie w ataku doszli im do 5♦ – atutów mieli siedem, a punktów też nie za dużo – kontra i bez sześciu za 1700, bo to partii. Uzbierało się +13. Drugą składkę chłopaki pauzują. U nas raczej słabo, ale sponsor ma niezły stół (oni w ogóle całkiem przyzwoicie grają) i udaje się wygrać dwoma impami. Uff. Ciekawych rozdań raczej brak.

            Drugi mecz poszedł już gładko. Pierwszej połówki znowu nie graliśmy i było +18. Do drugiej siadamy już w składzie "zawodowym", bo Reese oddalił się na zasłużoną kolację. Gramy na zawodowca z Turcji ze sponsorem. W jednym rozdaniu poszedłem bykiem:

 

 

♠ Axx

 

 

♥ AKx

 

 

♦ x

 

 

♣ AKDWxx

 

♠ x

N

W            E

S

♠ KD109x

♥ Wxx

♥ Dxxxx

♦ KWxxxxxx

♦ D

♣ x

♣ xx

 

♠ W8xx

 

 

♥ 10x

 

 

♦ Axx

 

 

♣ xxxx

 

 

 EW po partii, otwiera W:

 

      W

N

Jacek

E

S

Michał

3♦

ktr.

pas

3♠

pas

4♣

pas

4♦

pas

4♥

pas

5♣

pas

6♣

pas…

 

 

 Moje 4♦ było niewątpliwie bardzo ostre, ale stwierdziłem, że as, 4 atuty i dubel to jednak coś jest, a po 3♠ jestem przecież limitowany. Do ideału brakowało czegoś w pikach. Potem dałem do tyłu, ale trudno się Jackowi dziwić, że z tą petardą dołożył. Wist w damę karo. Wbrew pozorom kontrakt nie wygląda tak źle – wystarczy, że W nie ma więcej jak dubla pik. Karo zabite asem, karo przebite wysoko, E nie dołożył, dwa trefle – u W singiel, 3 razy kiery – wszyscy dołożyli. Jesteśmy w domu. W miał 8 kar, trefla, co najmniej 3 kiery, więc maksimum singla pik. Teraz ostatnie karo przebite i pik spod asa. Niezależnie od układu przeciwnicy są bezradni – w rzeczywistości E wskoczył figurą i odszedł 10 pik, więc walet zwieńczył dzieło. +11, bo na drugim stole końcówka.

W innym rozdaniu sponsor pozwala sobie na wejście 3♣ po acolu, co prawda w korzystnych, z kartą ♠Wxxx ♥DW ♦x ♣DW98xx, daję kontrę negatywną, zamienioną na karną i po nie najszczęśliwszej rozgrywce bez sześciu (nam szła końcówka), ale przed partią, więc rekordu kolegów z pierwszego meczu nie dogoniliśmy.

 Jeszcze jedno rozdanie było bardzo ciekawe.

 

 

♠ K10xx

 

 

♥ DWxx

 

 

♦ D109xx

 

 

♣ -

 

♠ W

N

W            E

S

♠ xxxx

♥ AKxx

♥ 10xx

♦ Axx

♦ -

♣ AKDWx

♣ 10xxxxx

 

♠ AD9x

 

 

♥ xx

 

 

♦ KWxxx

 

 

♣ xx

 

 

 U nas licytowali wszyscy:

 

      W

N

Jacek

E

S

Michał

1♣

1♦

pas

1♠

2♥

2♠

5♣

5♦

6♣

pas

pas

ktr.

pas

6♦

pas

pas

ktr.

pas…

 

 

 

       Kontra była na jedną lewę. Jacek słusznie uznał, że drugiej nie ma, więc udał się w obronę. Wist w kiera wzięty królem i walet pik. Drugie karo zabite asem – sponsor dobrze wyrzucił 10 trefl i 10 kier, ale zawodowiec uznał, że na pewno ma damę kier, więc zagrał w małę i wszystkiego bez jednej.

 

Na drugim stole naszym do pewnego momentu nikt nie przeszkadzał:

 

2♣ – 2♥

3♣ – 4♦

6♣ – pas

2♣ to acol, 2♥ brak punktów, 3♣ naturalne, 4♦ krótkość.

Ale teraz "na zbiegu" zawodnik S solo zapowiedział 6♦! Niezwykle celnie. Ale nasi wzięli co im się należało, więc i tak + 5 z rozdania.

 

Pora na wyjaśnienieo co chodziło w tytule. Otóż miewaliśmy już różne problemy z dostaniem się do pokoju w hotelu – najczęściej nie działa karta. Tym razem też z początku moja nie działała, ale szybka wizyta w recepcji i już wszystko w porządku. Ale wczoraj próbujemy wejść do pokoju, owszem drzwi się otwierają, ale nie do końca. Okazało się, że gdy się zamknęły, to ten dzyndzel zabezpieczający, tak żeby można je tylko uchylić przy otwieraniu, wpadł w prowadnicę i nie idą dalej jak na parę centymetrów. Ekstra. Jacek postanowił parę razy spróbować "z bara". Faktycznie na amerykańskich filmach wystarczy lekko pchnąć jakieś drzwi, by futryna poszła w drobny mak. Ale te trzymają mocno. Próby przesunięcia urządzenia kartą też bez szans powodzenia. Na szczęście udało mi się wcisnąć rękę w szczelinę i jakoś odkręcić dwie śrubki, które cały mechanizm przytrzymywały..

 

Wieści z ostatniej chwili – po pierwszej składce półfinału prowadzimy z 48 impów.

 

Pozdrawiam wszystkich!

Michał Nowosadzki