Pierwsze BAMy za nami...

Zakończył się dwudniowy turniej teamów board-a-match, czyli punkt za rozdanie. Nasi koledzy wysoko, nam niestety zabrakło kilku punktów i uplasowaliśmy się w połowie trzeciej dziesiątki. W tego typu turnieju prawie cały czas coś się dzieje. Ponieważ są to takie jakby „super maksy”, gdyż porównujemy się tylko z jednym stołem, to płaskich rozdań jest jak na lekarstwo.

Niektóre udawało nam się wygrać w dość interesujący sposób.

Obie przed, rozd. S

 

 

♠ Wx

 

 

 

♥ xxx

 

 

 

♦ KWxx

 

 

 

♣ 10xxx

 

 

♠ K10x

N

♠ x

 

♥ Kxx

W             E

♥ ADW10xx

 

♦ 9x

♦ A10xx

 

♣ KDWxx

S

♣ xx

 

 

♠ AD98xxx

 

 

 

♥ x

 

 

 

♦ Dxx

 

 

 

♣ Ax

 

W

M.Bilde

N

Jacek

E

D.Bilde

S

Michał

 

 

 

 

1♠

 

2♣

pas

2♥

2♠

 

3♥

3♠

4♦

4♠

 

ktr.

pas…

 

 

 

               

W tym rozdaniu potykaliśmy się ze zdolnym młodym Duńczykiem Denisem Bilde, który grywa ze swoim tatą Mortenem. Jest to para z teamu, który wygrał ostatniego Vanderbilta. Denis to nasz dobry kolega, ale pojedynki z nim zawsze są zacięte – trochę w stylu „kto na podwórku najlepiej gra w piłkę”. W tym rozdaniu młody znakomicie zalicytował 4♦, ale tata nie stanął na wysokości zadania i wyszedł w króla trefl. Teraz już tylko as pik, pik i nie mieli sposobu, żeby wziąć 300. Miało to niebagatelne znaczenie, gdyż na drugim stole przebieg wydarzeń był dużo mniej burzliwy:

W

Leśniewski

N

E

Blass

S

 

 

 

1♠

pas

pas

2♥

2♠

ktr.

pas

3♦

pas

3♥

pas…

 

 

Kontra Marcina oznaczała jakieś punkty. Po 3♥ wszyscy się zgodzili i nasi zapisali +170. W ten sposób rozdanie zostało wygrane, a jak to w BAM-ach – czy 70, czy 700 różnicy – bez znaczenia.

W innym rozdaniu Michał dostał:

♠x ♥Kxx ♦xxx ♣ADxxxx

Trefle puściutkie. Z lewej padło 2♠ – blok – i nastąpiły dwa pasy. Założenia niekorzystne. Niektórzy pewnie wzruszą ramionami – mamy trefle, należy je zalicytować. Ale są dwa problemy. Po pierwsze, od razu można nadziać się na ciężką kontrę, jeśli to ten z prawej ma trochę karty. Po drugie, bardziej istotne, partner może łatwo przelicytować, bo będzie się spodziewał większej karty i zaraz będziemy grać 3BA na 21 PC. Ostatecznie nastąpił pas. Niedobrze.

Jacek miał:

♠AWxxx ♥A ♦AW ♣Wxxxx.

Wychodził szlem w trefle! Otwierający trochę sobie zażartował, gdyż miał

♠KD109x ♥Wxx ♦xxxx ♣x

Na drugim stole końcówka treflowa. Trudno, ale to tylko 0:1.

Na koniec dwa rozdania zabawne, jedno nasze i jedno cudze. Wczoraj po sesji wieczornej liczymy wyniki i w jednym z rozdań my mamy +620, a Rafał z Wojtkiem +1370. Coś się chyba nie zgadza. Ale zaraz sobie przypomniałem, że u nas na stole początek licytacji był taki:

1♦ - 3♠ - 1BA - 4♠

W myśl przepisów otwierający, który akurat miał „podacola” z renonsem pik, musiał do końca pasować. Czasem jakiś prezent się należy!

Ostatnie rozdanie będzie bez żadnych personaliów, gdyż nie pytałem o zgodę na publikację, ale myślę, że zdarzenie jest na tyle zabawne, że warto je opisać i autorzy się nie obrażą.

W meczu, tym razem na zwykłe impy, zawodnik siedział z kartą:

♠x ♥Axxx ♦Dxxxx ♣10xx

Z lewej 1♠, partner 2BA – młodsze, z prawej 3♠. Założenia bodajże równe, przedpartyjne. Oczywiście można powiedzieć 5♦, ale gracz przewidujący stwierdził, że na tym ta zawierucha na pewno się nie skończy i dobrze będzie wstępnie pokazać partnerowi, w co może wistować. Wymyślił więc odzywkę 4♥. Zbiegło. Zanim jednak nasz bohater zdążył jakoś zareagować, to nastąpił wist i partner wyłożył 16 PC z pięcioma kierami i dobrym trzymaniem pik. Okazało się, że chciał wyjąć 1BA, ale wyciągnęło mu się 2BA. 4♥ bezproblemowe, 5♦ nie szło. Przeciwnicy coś tam próbowali z początku gęgać, ale przecież wszystko było czysto i uczciwie. Grunt to zrozumienie w parze…

Jacek&Michał